– Dziękuję – oddała pożółkłe zeszyty dyrektorowi.

Kiwnął głową, wyraźnie powstrzymując pytanie cisnące mu się na usta…


* * *

Osiem lat spędzonych w Afryce to sporo. Do wielu rzeczy człowiek może się przyzwyczaić. Na przykład do ostrego słońca i dużej wilgotności powietrza. Ze słońcem będzie problem. Z wilgotnością żadnego. Stasia przywykła, by mieć pod ręką wachlarz. Tu nie jest jej do niczego potrzebny, ale nawyk nieśmiało daje o sobie znać.

Krakowskie antykwariaty są nieźle zaopatrzone. Na przykład w tym malutkim, nieopodal rynku, mają sporo ciekawych drobiazgów. Wachlarze również. Międzywojenny, stylizowany na egipski, z kilkoma strusimi piórami, koronkowy z lat sześćdziesiątych, zrobiony na potrzeby jakiegoś przedstawienia teatralnego, jeden sprzed pierwszej wojny światowej, z grubego papieru, ręcznie malowany. Raptem trzysta złotych, ale nie podoba jej się.

– Trudno panią zadowolić – mruczy staruszek za ladą. – Proszę opowiedzieć, czego pani szuka.

– Wachlarz średniej wielkości, najchętniej chiński, z jedwabiu, na bambusowej albo kościanej konstrukcji, oczywiście składany… Powiedzmy pierwsza połowa XIX wieku.

Antykwariusz człapie na zaplecze i po chwili wraca z ładnym pudełkiem. Jest oszklone, ma kształt ćwiartki koła.

– Trzymałem to dla specjalnej klienteli.

W pudełku, przyszpilony do aksamitu, spoczywa wachlarz. Wygląda trochę jak motyl w gablotce.

– Chiny, koniec XVIII wieku, wykonany w Kantonie – wyjaśnia staruszek.

Stanisława Kruszewska wpatruje się zaskoczona w gablotkę. Zna ten wachlarz. Przywiozła go sobie z pierwszej wyprawy na Formozę czy też, jak to teraz nazywają, Tajwan… Co się z nim stało? Ach tak, został w szufladzie komódki… To było wtedy, gdy musiała uciekać.

– Ładna rzecz – mówi obojętnie, by zamaskować zainteresowanie. – Z grubsza o taki właśnie mi chodzi. Ile kosztuje?

Staruszek uśmiecha się chytrze.

– Sześć tysięcy złotych chyba nie będzie sumą zbyt wygórowaną?



30 из 223