
— A więc tak, kapitan Harrington: sytuacja była „poważna”, przeciwnik kontynuował pościg, a HMS Agamemnon właśnie został zniszczony. Była pani w kontakcie z admirałem Sarnowem przebywającym na pomoście flagowym HMS Nike?
— Byłam, sir.
— Jaka była jego reakcja? Czy to w tym momencie wydał rozkaz rozproszenia?
— Sądzę, że miał taki zamiar, ale nie zdążył tego zrobić, sir.
— Dlaczego?
— Ponieważ otrzymał przesłane przez nasze platformy sensoryczne informacje o przybyciu do systemu Hancock eskadry admirała Danislava, sir.
— Rozumiem. Czy admirał Sarnow rozkazał wtedy, by Grupa Wydzielona się nie rozpraszała?
— Nie, sir. Został ranny, zanim zdążył wydać jakikolwiek rozkaz — odparła spokojnym, obojętnym kontraltem.
— Jak poważna była ta rana i w jakich okolicznościach to nastąpiło? — W głosie komodora Capry słychać było irytację wywołaną kliniczną wręcz precyzją, z jaką Harrington odpowiadała wyłącznie na zadane pytania.
— Nike został trafiony przez lasery dwóch rakiet, sir. Jedno z trafień zniszczyło rufowy pokład hangarowy, zapasową stację łączności, przedział koordynacyjny i pomost flagowy. Kilku członków sztabu zostało zabitych, a admirał Sarnow ciężko ranny.
— I stracił przytomność?
— Tak, sir.
— Przekazała pani dowództwo Grupy Wydzielonej następnemu według starszeństwa oficerowi?
— Nie, sir. Nie przekazałam.
— Czyli praktycznie przejęła pani dowodzenie?
Zapytana skinęła głową.
— Dlaczego pani tak postąpiła, kapitan Harrington?
— Ponieważ w mojej ocenie sytuacja taktyczna była zbyt poważna, by ryzykować zamieszanie w łańcuchu dowodzenia, sir. Wiedziałam o przybyciu okrętów admirała Danislava, o czym mógł nie wiedzieć kapitan Rubenstein, który powinien był objąć dowództwo, a liczyła się każda sekunda.
— I zdecydowała pani przejąć dowodzenie Grupą Wydzieloną w imieniu admirała Sarnowa?
