
Pozostawało zatem potomstwo Alva…
Czy Berit się odważy? Istniało ogromne ryzyko, że urodzi dziecko obciążone i że ona sama może przy tym stracić życie.
Berit jednak kochała młodego, jasnowłosego, urodziwego niczym faun Alva. Nie bacząc na nic podjęła ryzyko.
Wszystko poszło jak należy. Berit urodziła córeczkę o płomiennych miedzianych włosach, gorejących żółtych oczach i wspaniałej twarzyczce. Nawet śladu tych kalekich ramion, które mogły odebrać życie matce. Mała Ingrid była nadzwyczaj udanym dzieckiem, ale to jednak na nią spadło dziedzictwo. Na zewnątrz świadczył o tym tylko kolor oczu; były to najbardziej żółte oczy, jakie kiedykolwiek widziano. Jeśli natomiast chodzi o usposobienie… Och, doprawdy… Ingrid była niczym mały troll, dzikus, którego po prostu nie dało się wychować. Tengel i Silje mieli kłopoty z Sol, ale były one niczym w porównaniu z tym, co rodzice Ingrid przeżywali ze swoją córką.
A na dodatek została obdarzona taką inteligencją, że nawet najbardziej uczeni mężowie uważali, by nie wdawać się w dyskusje z tym nad wiek rozwiniętym dzieckiem. Dla nikogo nie miała szacunku, nawet dla księdza. Może nawet dla niego najmniej. Ingrid wystrzegała się kościoła jak ognia, co bardzo zasmucało Alva i Berit. Wiedzieli przecież, że najciężej dotknięci potomkowie Ludzi Lodu z wielkim trudem przekraczają progi świątyni.
Okazało się, że jej daleki kuzyn, Jon Paladin z Elistrand, także ma bardzo otwarty umysł i że będzie chodził na nauki do proboszcza. Ingrid znacznie przewyższała inteligencją Jona, wobec czego Alv poprosił pastora, by i ona mogła się uczyć razem z kuzynem.
