
– Trzydzieści dwa, jak dobrze wiesz.
– Doprawdy?
– W porządku, daruj sobie – powiedział ponuro. – A więc to twoje podkreślenie?
– Oczywiście.
– Cóż za miła i pouczająca lektura, pani Lindley – skomentował jadowicie.
– Panno Harmon – poprawiła poirytowana. – nie twój interes, co czytam.
Zaczął głośno cytować:
– „Śmiało decyduj się na zmiany. Poczuj sens wyzwolenia, wyrzucając wszystko co niechciane i niepotrzebne". Włącznie z niechcianymi mężami, prawda?
– Och, przestań. Nudziłeś się ze mną jak mops. Jesteś zły tylko dlatego, że to ja pierwsza złożyłam pozew o rozwód. Choć jeśli chodzi o rozpad małżeństwa, to palmę pierwszeństwa bez wątpienia dzierży Olimpia…
– Nie mieszaj jej do tego! – powiedział groźnym tonem.
– W porządku. – Wzruszyła ramionami. – Oddaj mi książkę.
– Poczekaj, jeszcze nie skończyłem. „Zmiana jest siłą napędową istnienia. Jeśli pożycie seksualne z jednym partnerem znudzi cię, znajdź sobie młodego kochanka. Jego siła i wigor pomogą ci zwalczyć nudę." – Odłożył książkę. – Musisz być starsza, niż sądziłem.
– Widzisz? Ty mnie w ogóle nie znasz – szepnęła, przesuwając dłonie po obcisłych spodniach. – Poza tym jestem już trochę pomarszczona.
– Pozwól mi sprawdzić…
– Sprawdzałeś wiele razy – odparła, odpychając jego dłonie. – To się już nie powtórzy.
– Założysz się?
– Ostrzegam cię. Zachowaj dystans.
– W porządku, wróćmy zatem do głównego tematu. Młody kochanek…
– Nie mam młodego kochanka. Na razie.
– A to? – Znalazł w książce kolejny fragment. – „Jeśli jesteś zmęczona swoim starym wizerunkiem, spróbuj nowego, albo wielu nowych." Och, to wspaniałe! Ale skąd u diabła wiesz, który wizerunek jest dziś na służbie?
– To łatwe. Dajesz im odmienne imiona.
– Czy faceci nie są zdezorientowani?
