Kelly zaśmiała się zadowolona z komplementu. Cztery miesiące temu, kiedy porzuciła Jake'a, nie zmieściłaby się w tę kreację. Jednak stres spowodowany zerwaniem pozbawił ją apetytu i zanim się obejrzała, schudła dziesięć kilo.

Miała teraz pociągłą twarz o regularnych rysach oraz wspaniałą figurę. Wyglądała fantastycznie i była tego w pełni świadoma.

Mariannę, kosmetyczka z zawodu, namówiła ją na zmianę fryzury. Kiedyś Kelly nosiła włosy do ramion, teraz jej twarz okalały krótkie, wycieniowane kosmyki.

Również za radą Mariannę zaczęła używać intensywnych piżmowych perfum zamiast łagodnej wody toaletowej.

– To nie jestem ja! – protestowała, trochę zaszokowana.

– Musisz tylko uwierzyć w siebie – nalegała Mariannę. -Głowa do góry!

Niebawem Kelly zrozumiała, że perfumy, płomienne włosy oraz seksowne ciuchy tworzą bardzo atrakcyjną całość.

Dziś wieczór, ponownie występując pod panieńskim nazwiskiem, zaczynała nowe życie. Zamiast podążać za mężczyzną, którego kochała bardziej niż siebie, aż w końcu zupełnie się zatraciła, postanowiła wreszcie pójść własną drogą.

Carl dopiął wreszcie swego i pociągnął ją do tańca.

– Hmm… – mruczał, upajając się jej zapachem. – Pachniesz bosko… Wyglądasz jak bogini… A gdy cię dotykam…

– Często wygłaszasz taki tekst? – spytała rozbawiona.

– Składam serce u twoich stóp, a ty ze mnie kpisz – rzekł z wyrzutem. – A skoro o stopach mowa, podobają mi się te złote sandałki…

– Mariannę je wybrała, podobnie jak perfumy. Można powiedzieć, że stworzyła mnie na nowo.

– Ale to nie zasługa Mariannę, że masz wszystko na właściwym miejscu – mruczał zmysłowo.

– Uspokój się – poprosiła z uśmiechem, żartobliwie grożąc mu palcem. Lubiła Carla, ale nic poza tym.

– W porządku… na razie dam ci spokój. Czy wiesz, dlaczego Mariannę się wtrąca? Pragnie zobaczyć mnie na ślubnym kobiercu.



2 из 107