
– Czy to ty? – odezwał się w końcu znużonym głosem. Pochyliła się nad łóżkiem.
– Tak, to ja. Jake, poznajesz mnie?
– Nie martw się. – Uśmiechnął się blado. – Dostałem w żołądek, nie w głowę. Byłem pewien, że przyjdziesz. To miło z twojej strony.
Przysunęła krzesło i usiadła przy łóżku. Potem ujęła dłoń Jake'a.
– Przy szłabym wcześniej, ale ciężko cię było znaleźć. Czy Olimpia nie wpadnie tu zaraz z tabunem fotografów?
– Czytałaś ten wywiad? Zabawny, nieprawdaż? – Uśmiechnął się słabo. – Ale nie winię jej. Potrzebuje trochę reklamy. Pnie się na szczyt.
Jake podziwiał ludzi, którzy robili karierę. Kelly o tym pamiętała i miała świadomość, że nigdy nie zaimponuje Jake'owi.
– Dziś nie przyjdzie – uspokoił ją pospiesznie. – Jest na kursie menadżerskim.
– Pewnie marzysz o powrocie do pracy? – powiedziała Kelly.
– Skąd to przypuszczenie?
– Zawsze byłeś nieznośnym pacjentem, trudno było namówić cię do pozostania w łóżku.
– Teraz zachęcają mnie, bym wstawał choć na kilka minut dziennie, ale mam kłopoty z chodzeniem. Dostałem balkonik, jednak odmówiłem posługiwania się tym sprzętem. Zatoczyłem się, na szczęście pielęgniarka zdążyła mnie podtrzymać. Doktor Ainsley to wybitny chirurg, ale ma paskudny charakter. „Mówiłem ci, byś przestał robić z siebie pijanego wariata!" – powtarza mi w kółko. A więc przestałem.
– Chcesz powiedzieć, że znalazł się wreszcie ktoś, kto przemówił ci do rozumu? – spytała z łagodnym uśmiechem.
– Niestety nie miałem wyjścia, musiałem zaakceptować oczywiste fakty.
– Czujesz się odstawiony na boczny tor? – spytała współczująco.
– Trochę tak, choć Olimpia informuje mnie o wszystkim na bieżąco.
– Jake, nie musisz się przede mną tłumaczyć – wtrąciła pospiesznie. – Twoje prywatne życie to nie moja sprawa.
– Och, oczywiście – powiedział po chwili i wyswobodził dłoń z jej uścisku.
