– Nie możesz narzekać na brak popularności – skomentowała, wskazując pocztówki z życzeniami.

– Chłopaki ze studia bez przerwy przysyłają mi sprośne kartki. Problem w tym, że niektóre są naprawdę śmieszne, a ja nie mogę się śmiać. Dostaję również życzenia od telewidzów. Próbuję odpisywać, ale… – Wzruszył ramionami.

Zauważyła stos nieotwartych kopert przy łóżku. Jeden z listów był do połowy wysunięty z koperty, jakby Jake zaczął go czytać i nagle stracił zainteresowanie.

Nagle zdecydowanym ruchem odrzucił pościel.

– Wyjdźmy stąd. Postawię ci herbatę i ciastko w bufecie.

– Czy to nie jest dla ciebie zbyt duży wysiłek?

– Skądże, zalecono mi lekką aktywność, cokolwiek to oznacza. Wstawałem już dzisiaj, ale zmęczyłem się i szybko wróciłem do łóżka.

Jej niepokój się nasilił. Często kłócili się, ponieważ Jake zawsze lekceważył wszystkie dolegliwości. Im bardziej się nad nim użalała, tym bardziej był rozdrażniony. Dziś jednak usiadł i potulnie pozwolił, by Kelly włożyła mu szlafrok, a nawet poprosił ją, by wsunęła mu kapcie.

Rozejrzała się w poszukiwaniu balkonika, ale zauważyła tylko wózek.

– To?

– Wypchaj się! – powiedział ze złością. – Mogę chodzić. Oparł się na jej ramieniu i powoli ruszyli. Jake nigdy nie należał do atletów, ale teraz wprost wyczuwała kości jego ramienia. Był taki słaby i kruchy…

Opowiadał wesołe anegdoty o doktorze Ainsleyu, ale Kelly dobrze wiedziała, że każdy krok kosztuje go mnóstwo wysiłku. Gdy wreszcie dotarli do celu, usiadł ciężko i westchnął.

– Co wolno ci jeść? – spytała Kelly.

– Niewiele. Długo byłem na kroplówce. Teraz traktują mnie jak niemowlaka. Możesz mi przynieść koktajl bananowy, a potem może truskawkowy.

– Tylko koktajle?

– Jeśli mam ochotę zaszaleć, pozwalam sobie na koktajl czekoladowy, a nawet na lody. To się nazywa rozpusta. – Uśmiechnął się figlarnie i przez moment znów przypominał dawnego Jake'a.

Po chwili oboje sączyli przez słomki mleczne koktajle.



26 из 107