– Wyglądamy jak para licealistów – mruknął Jake.

– Z zamierzchłej epoki. Dzisiejsi licealiści nie piją koktajli.

– To prawda, ale my byliśmy inni. Kiedy zaczęliśmy się spotykać, miałaś siedemnaście lat, ale wyglądałaś jeszcze młodziej, tak więc pozostawał nam tylko bar mleczny.

– No tak – westchnęła.

Nagle coś przykuło uwagę Jake'a. Kelly odwróciła się i w drzwiach zobaczyła wysokiego mężczyznę. Gdy dostrzegł Jake'a, ruszył w ich stronę.

– Zajrzałem do pokoju, ale nikogo tam nie zastałem – powiedział. – Postanowiłem cię poszukać.

– Kelly, to jest doktor Ainsley – powiedział Jake, a ona wyciągnęła rękę.

– Słyszałem o pani wiele dobrego – powiedział doktor, wesoło się uśmiechając.

– Pozwól, że postawię ci kawę – zaproponował Jake.

– Ja przyniosę – powiedziała Kelly, ale doktor Ainsley położył jej dłoń na ramieniu.

– Proszę mu pozwolić – przekonywał. – Trochę ruchu dobrze mu zrobi.

Kiedy Jake się oddalił, doktor rzekł pospiesznie:

– Chciałbym porozmawiać z panią na osobności.

– W jakim on jest stanie?

– Dochodzi do siebie, ale wolniej, niż przewidywałem.

– Przecież on zawsze był taki silny i pewny siebie…

– Tacy mężczyźni są najgorszymi pacjentami, bo uważają, że wszystko powinno iść po ich myśli.

– Opowiedział mi o swoich przedwczesnych próbach chodzenia. Nie jest dobrze…

– To był punkt zwrotny. Do tego czasu Jake uważał, że w pełni kontroluje sytuację. Podłamał się i teraz potrzebuje czułej opieki. – Doktor Ainsley popatrzył wymownie na Kelly.

– Doktorze, nie jestem już żoną Jake'a – powiedziała z wahaniem.

– Ale ja myślałem… – Zrzedła mu mina. – Musiałem źle zrozumieć…

– Rozwiedliśmy się kilka tygodni temu. Gdybyśmy nadal byli małżeństwem, nie zwlekałabym tak długo z odwiedzinami.

– Oczywiście, oczywiście. – Doktor na chwilę popadł w zadumę. – Przykro mi… Domyślam się, że Jake nie ma innej rodziny.



27 из 107