
Kelly starała się spojrzeć na Jake'a Lindleya oczami Mariannę. Nie musiał robić nic, by kobiety piszczały na jego widok, a on nie grzeszył fałszywą skromnością. Zrobił wspaniałą karierę jako telewizyjny dziennikarz; był rzetelny i miał nosa do sensacyjnych, chwytliwych tematów.
Czy ten przystojny mężczyzna kiedykolwiek do mnie należał? – zastanawiała się Kelly. Właściwie to nie ona od niego odeszła. Po prostu jedynie zaakceptowała fakt, że już dawno przestało mu na niej zależeć.
– Naprawdę nie będziesz zła, jeśli spróbuję szczęścia? – szepnęła Mariannę.
– Daję ci wolną rękę – Och, jak dobrze było to powiedzieć, nie czując w sercu zazdrości. – Chodź, przedstawię cię.
Gdy torowały sobie drogę przez tłum, Kelly starała się uspokoić. Widok Jake'a wyprowadził ją z równowagi, ponieważ w ogóle się go nie spodziewała. Odczuła też lekki niepokój, że złamał reguły.
– Jake, jak miło cię widzieć! – Pomachała do niego wesoło. Obdarzył ją szerokim, nie do końca szczerym uśmiechem.
– Przepraszam, czy my… Kelly?!
– To ja we własnej osobie – potwierdziła z uśmiechem. – Pozwól, że cię przestawię. Mariannę, to mój eksmąż.
– Ja nie wypuściłabym z rąk takiego faceta. – Mariannę zaśmiała się.
– Kelly mnie odrzuciła – rzekł z westchnieniem. – Odsunęła na bok jak stary but, kiedy przestałem być potrzebny. – Popatrzył ciepło w oczy Mariannę.
– Och, doprawdy, Jake! – obruszyła się Kelly. – Mogłeś wymyślić coś lepszego!
– To zadowalające wyjaśnienie – powiedziała Mariannę pospiesznie. – Szkoda, że nie miałeś okazji wypłakać się na moim ramieniu.
Wybuchnęli śmiechem, a Kelly tylko leciutko wygięła usta. Wiedziała, że Jake'a można wytrącić z równowagi tylko na krótką chwilę. Zawsze i wszędzie czuł się jak u siebie w domu, szybko nawiązywał znajomości i umiał zjednywać sobie ludzi. Choć był jedynym ubranym na sportowo gościem na przyjęciu, nie czuł się niezręcznie. Co więcej, to pozostali sprawiali wrażenie nadmiernie wystrojonych.
