
— Jak zwykle w podobnych sprawach, pierwszy wystąpi obrońca, on też będzie miał ostatnie słowo — powiedział Dermod. — Potem skład sędziowski uda się na naradę i po osiągnięciu jednomyślności ogłosi wyrok. Jako obrońca w tym procesie występuje Ziemianin, major O’Mara, szef wydziału psychologii obcych tego szpitala od samego początku jego funkcjonowania. Jego asystentką będzie Cha Thrat, pracownica tego samego wydziału. Roli oskarżonego podjął się sam podsądny. Majorze O’Mara, może pan zaczynać.
Gdy Dermod mówił, O’Mara, istota o dwojgu nieco cofniętych w głąb czaszki oczach okrytych skórzanymi błonami, z rzędami siwych włosów nad oczodołami, przyglądał się Liorenowi. W końcu wstał, ale ekran telepromptera stojącego przed nim pozostał ciemny. Widocznie oficer postanowił przemawiać bez notatek.
— Nie rozumiem, dlaczego chirurg, kapitan Lioren, znajduje się na tej sali — odezwał się tonem kogoś, kto nie przywykł do bycia uprzejmym. — Nie pojmuję, dlaczego został oskarżony, a właściwie sam się oskarżył, w sprawie, która została już jednoznacznie rozstrzygnięta przez sąd cywilny jego gatunku. Z całym szacunkiem, ale ponowne oskarżanie nie jest konieczne, my zaś powinniśmy zajmować się teraz naszymi codziennymi obowiązkami. Obecny proces uważam za zbyteczny.
— W trakcie poprzedniej sprawy przed sądem cywilnym mój nadzwyczaj biegły w swym rzemiośle obrońca okazał się nierzetelny, wzbudzając daleko idące współczucie i sympatię wobec mojej osoby, ja zaś chcę jedynie sprawiedliwości. Mam nadzieję, że tym razem…
