— Nie okażę się tak biegły? — dokończył za niego O’Mara.

— Jestem pewien, że wypełni pan swój obowiązek bez zarzutu — odparł Lioren podniesionym głosem, wiedząc, że automatyczny translator pozbawi jego słowa emocjonalnego zabarwienia. — Jednak dlaczego w ogóle podjął się pan mojej obrony? Z pańską reputacją i wiedzą na temat psychologii obcych gatunków… oczekiwałbym raczej, że pozostając wierny zasadom swojej profesji, będzie pan skłonny zrozumieć mnie i wesprzeć, nie zaś…

— Ależ ja jestem po pańskiej stronie, u licha… — zaczął O’Mara, ale został uciszony znaczącym chrząknięciem przewodniczącego składu sędziowskiego.

— Chciałbym, aby wszyscy zapamiętali, iż osoby występujące przed sądem winny zwracać się zawsze do przewodniczącego, nie do siebie nawzajem — powiedział spokojnie Dermod. — Kapitanie Lioren, będzie pan miał sposobność nieskrępowanego przedstawienia swojego stanowiska po wystąpieniu pańskiego obrońcy. Biegły czy nie, winien teraz wypełnić swój obowiązek. Proszę kontynuować, majorze.

Lioren jednym okiem spojrzał na sędziów, drugim na siedzący za jego plecami milczący tłum, a trzecie wbił w O’Marę, który zaczął opisywać przebieg szkolenia i kariery oskarżonego. Nadal nie sięgając do notatek, wymienił jego ważniejsze zawodowe osiągnięcia z okresu pracy w Szpitalu Kosmicznym Sektora Dwunastego. Używał przy tym słów i określeń, po które nie sięgał nigdy wcześniej i które bardziej pasowałyby do przemowy nad doczesnymi szczątkami powszechnie szanowanej osobistości. Niestety, Lioren nie cieszył się obecnie szacunkiem, a na dodatek nadal był wśród żywych.

Jako naczelny psycholog szpitala O’Mara troszczył się przede wszystkim o sprawne współdziałanie całego personelu — tak medycznego, jak i technicznego, który liczył obecnie ponad dziesięć tysięcy istot różnych gatunków.



3 из 212