— Historia wielu społeczeństw Federacji obfituje w przykłady fanatycznie dążących do dobra przywódców politycznych albo religijnych, którzy twierdzili coś wręcz przeciwnego — powiedział psycholog, czerwieniąc się i tłumiąc złość wywołaną niesubordynacją podwładnej. — Zdrowszą postawą jest jednak zezwolić sobie na pewną swobodę i poniechać równie surowych ocen…

— Niemniej to nie ma wiele wspólnego z dobrem! — odezwała się znowu Cha. — Zdaje się pan sugerować, że dobro jest… złe!

Cha Thrat była pierwszą Sommaradvanką, którą Lioren miał okazję spotkać. W postawie wyprostowanej była o połowę niższa od O’Mary. Z czterema dolnymi kończynami, czterema kończynami chwytnymi na wysokości pasa i czterema, które umieszczone najwyżej służyły do podawania pokarmu i precyzyjnych prac, była przykładem cieszącej oko symetrii. Zupełnie inaczej niż Ziemianie, którzy zawsze zdawali się bliscy upadku na twarz. Lioren był przekonany, że spośród wszystkich obecnych to właśnie Cha mogła najlepiej zrozumieć jego udrękę. Po chwili znowu spojrzał na skład sędziowski.

Pułkownik Skempton pokazywał zęby w bezgłośnym grymasie, który u ludzi znamionował wesołość albo serdeczne nastawienie. Twarz Nidiańczyka była porośnięta sierścią, więc nie dało się odczytać jej wyrazu.

— Czy rzecznicy obrony mają zamiar dopiero teraz uzgadniać między sobą podstawy linii obrony, czy może raczej kieruje nimi chęć działania na rzecz oskarżonego? — spytał Dermod, nie zmieniając wyrazu twarzy. — Tak czy tak, zabierając głos, proszę zawsze zwracać się do sądu.

— Moja szanowna koleżanka bardzo chce pomóc oskarżonemu, dała się jednak ponieść emocjom — powiedział z powagą O’Mara. — Nasz spór zostanie rozstrzygnięty później, poza tą salą.

— Proszę zatem kontynuować mowę — polecił komandor.

Cha Thrat ponownie zajęła swoje miejsce, a naczelny psycholog, nadal nieco czerwony na twarzy, podjął wątek.



6 из 212