– Aż nadto dla podpalacza albo koniokrada. Ale tym razem nie mówimy o grasantce na trakcie czy podpaleniu gospody.

– Wojna jest jak ogień. – Szarka odrzuciła głowę i blask kaganka przez chwilę zatańczył w jej włosach. – Czyżbyś i to zapomniał?

Książę zacisnął zęby.

Wiedźma westchnęła i wyciągnęła rękę, jakby chciała zamknąć oczy jasnowłosego rebelianta, lecz zaraz ją opuściła. Nie miał powiek.

– Rzeczy nie dzieją się bez przyczyny, mój książę – ciągnęła ledwie słyszalnym szeptem Szarka. – Nazbyt dobrze znam parthenoti, by uwierzyć, że jest inaczej. I jeśli mocno zacisnę powieki, dobiegają mnie ich głosy, odległe, jakby zza zwierciadlanej tafli. Wciąż nie rozumiem sensu, ale słyszę słowa, imiona i nazwy. I wiem, że nic się nie zdarza nadaremno ani przypadkowo. Nie bez powodu spotkałeś mnie w ogrodach Fei Flisyon. I nie bez przyczyny jadziołek próbował cię zabić, mój książę – dodała miękko.

Koźlarz drgnął, jakby uderzyła go otwartą dłonią.

– Starczy.

– Nie, nie starczy – Szarka potrząsnęła głową – i kiedyś będziemy musieli stawić temu czoło, choć zapewne nie dzisiaj. Teraz chcę tylko, abyś tym razem mnie posłuchał.

– Nie mogę! – Koźlarz walnął pięścią w ościeżnicę. – Podaj mi choć jeden powód, abym mu zaufał.

– Nadał mi imię.

Zbójca zmarszczył brwi, albowiem w jego skołatanym od gorzałki umyśle zakiełkowało podejrzenie, że właśnie o niego kłócą się niczym dwie handlarki nad straganem śledzi. Otworzył usta, by posłać oboje w czorty, kiedy na majdanie rozległ się tubalny głos Suchywilka, nawołującego córkę.

– Czekają na nas – powiedziała cicho wiedźma.

Zbójcy wydało się, że jasnowłosa niewiastka puściła mu spod rzęs krótkie, niespokojne spojrzenie. Jednak nie wyciągnął ku niej ręki, bo nagle pojął, że nic już nie zdoła odwlec. Odpłynęliby bez pożegnania jeszcze tego wieczoru, gdyby pijacka fantazja nie zagnała go na powrót do Koźlarzowego obozowiska. Krew nabiegła mu na twarz.



10 из 599