
– Nie mylę się. – Szarka zgarnęła ze skrzyni opończę i narzuciła ją na ramiona. – To dzika karta i jej wartość wciąż rośnie. Nie zmarnuj tego.
Kiedy przechodziła obok Twardokęska, zawahała się. Coś błysnęło w jej dłoni. Zanim zbójca zdołał się uchylić, pochyliła się i zatknęła mu w kołpaku pojedynczą srebrną gwiazdkę.
– Na co mi to? – Zbójca aż się szarpnął.
Szarka wzruszyła ramionami i minęła go bez słowa. Wiedźma za to rzuciła mu się na szyję i zawisła całym ciężarem, ledwie dotykając podłogi czubkami ciżem.
– Nie zapomnisz o mnie? – wyszlochała.
Twardokęsek spojrzał jej z bliska w twarz i zobaczył, że źrenice ma wielkie i napuchłe od magii. Nic dziwnego, w izbie wciąż cuchnęło śmiercią.
– Nie zapomnisz. – Wiedźma pociągnęła nosem. – Ale co z tego?
Istotnie, co z tego? – pomyślał zbójca, patrząc, jak jasnowłosa niewiastka w ślad za Szarką wymyka się z chaty.
– O co się swarzyliście? – zapytał chrapliwym głosem.
Koźlarz potarł czoło.
– Chce, żebym was na południe posłał ze złotem. Po broń – wyjaśnił po chwili.
– Zamierzacie usłuchać? – zaszydził zbójca.
Książę nie odpowiedział.
Twardokęsek popatrzał na niego z niedowierzaniem, a potem ryknął śmiechem tak donośnym, że aż się próchno posypało z belkowania.
* * *
Śmiał się jeszcze dobrych dni parę. Nie chciał patrzeć, jak smocze łodzie Zwajców odbijają z Urocznej Przystani, czmychnął więc do Wilczych Jarów. Przez dwie niedziele gził się z dziewkami w gospodzie u znajomka Bogorii i żal gorzałką zalewał. Co wspomniał pomysł Szarki, łzy ciekły mu ciurkiem po policzkach od wesołości. Przezornie jednak nie wyjawił wilczojarskiemu szlachcicowi przyczyny rozradowania. Dopiero kiedy w mieszku zbójcy zaświtało dno, a jego towarzysz jął przebąkiwać, że czas wracać do domu na zimowe leże, zacny humor Twardokęska minął jak ręką odjął.
Grosz mu się prawie skończył, a wiedział, że samojeden nie przezimuje w Wilczych Jarach.
