
Młody mężczyzna poczuł nieprzyjemny ucisk w żołądku. — A więc to tam ta twoja obca rasa znalazła pomocników. To tam uciekał przed nami ten robot — na Romb Wardena.
— Trafiłeś w sedno — przyznał Krega.
W galaktyce, której system opierał się na doskonałym porządku, jednorodności poglądów, harmonii i mocnej wierze w prawa naturalne, Romb Wardena stanowił coś na podobieństwo domu wariatów. Wydawał się on istnieć na zasadzie naturalnego kontrapunktu w stosunku do wszystkiego wokół, był przeciwieństwem tego wszystkiego, czym była Konfederacja, a nawet przeciwieństwem tego, w co wierzyła.
Halden Warden, zwiadowca Konfederacji, odkrył ten system planetarny przed blisko dwustu laty, kiedy jeszcze znajdował się on daleko poza granicami administracyjnymi Konfederacji. Warden był chodzącą legendą wśród zwiadowców, człowiekiem, dla którego w cywilizowanym świecie nie istniało nic pociągającego, włączając w to innych ludzi. W normalnej sytuacji taka antyspołeczna postawa spotkałaby się z natychmiastową i ostrą reakcją władz, ale w owym czasie panowała moda na psychologię poświęconą odkrywaniu i rozwijaniu tych cech antyspołecznych, które mogą przynieść jakieś korzyści całemu społeczeństwu. Było bowiem faktem, iż jedynie ludzie pokroju Wardena byli w stanie znieść samotność, lata bez towarzystwa drugiej osoby, fizyczne i psychiczne trudy dalekiego zwiadu. Nikt o zdrowych zmysłach, mierząc je standardami Konfederacji, nie podjąłby się podobnego zadania.
Warden był gorszy niż większość. Spędzał tak mało czasu, jak to tylko było możliwe „na łonie cywilizacji”, często tylko tyle, ile zajmowało tankowanie paliwa i ładowanie świeżej żywności. Latał dalej, dłużej i częściej od jakiegokolwiek innego zwiadowcy, a jego odkrycia zdumiewały samą ich liczbą.
Na nieszczęście dla jego szefów z Konfederacji, Warden uważał, iż jego jedynym zadaniem jest odkrywanie nowych światów i nic poza tym. Resztę, włącznie z badaniami wstępnymi i sprawozdaniami, pozostawiał tym, którzy lecieli za nim po otrzymaniu współrzędnych drogą radiową. Zdarzało mu się przeprowadzać jakieś wstępne rozpoznania, ale utrzymywał jedynie sporadyczną łączność z Konfederacją i doprowadzał do szału przełożonych swoim sposobem przesyłania informacji.
