Dominującą formą życia zwierzęcego były wyłącznie insekty, od ogromnych potworów do drobniutkich stworzonek, mniejszych od łebka od szpilki. Był to więc taki rodzaj świata, jaki fachowcy Konfederacji od przystosowywania planet stawiali sobie jako ideał do osiągnięcia i którego nigdy metodami sztucznymi nie udało im się osiągnąć; a teraz oto mieli go tutaj, świat powstały w sposób naturalny, piękny jak Eden raj planety Lilith. I ani śladu węża — na razie.

Cerber był bardziej surowy. Dwudziestopięciostopniowe nachylenie osi powodowało ekstremalne zmiany pór roku i pozwalało na istnienie zarówno zamarzniętych czap polarnych, jak i występowanie temperatury 40°C na równiku. Najdziwniejsze jednak były masy lądowe, które wydawały się pokryte ogromnymi, wielokolorowymi lasami. Dopiero lądowanie pozwoliło odkryć, iż na Cerberze w ogóle nie ma stałych lądów, a prawie cała jego powierzchnia pokryta jest olbrzymimi roślinami, wyrastającymi z dna oceanu, czasami z głębokości wielu kilometrów i rosnącymi tak gęsto, iż one same tworzą praktyczne coś na kształt lądu stałego. Na tych wsiąkniętych wodą, lasach, rosły z kolei inne rośliny, tworząc jedyny w swoim rodzaju ekosystem botaniczny. Zaobserwowane zwierzęta przypominały ptaki, chociaż zauważono także pewną liczbę insektów, ale w sumie zwierząt było niewiele — chyba że zamieszkiwały one wszechobecny ocean. Rośliny tego wodnego świata były tak gęste i ogromne, że nadawał on się do zamieszkania przez człowieka, który zapewne byłby nawet w stanie budować miasta na jego drzewach. Osiedlenie się i kolonizacja byłaby jednak wielce ryzykowna, bowiem poza drewnem nie widać było żadnych innych bogactw naturalnych, a sprowadzanie wszystkiego, co niezbędne do cywilizowanego życia, byłoby zbyt kosztowne. Planeta nadawała się do zamieszkania, niewątpliwie, ale z punktu widzenia współczesnego człowieka byłoby to rzeczywiście pieskie warunki.



17 из 281