
Przeważnie na pokładzie panowało milczenie, na twarzach ludzi malowała się niepewność. Tsi siedział w kącie z Siską w objęciach. Zamknął ją w swoich ramionach, by czuła się bezpieczniej, co ona przyjęła z wdzięcznością. Oko Nocy nadal spał, nikt nie był w stanie pojąć, jak może dokonywać takiej sztuki, spać w pojeździe szarpiącym i podskakującym na, łagodnie mówiąc, nierównym podłożu. Freki leżał obok Marca. Wilk śledził czujnie wszystko, co się działo i co mówiono w pojeździe. Potężny niedźwiedź spoczywał obok Oka Nocy i zajmował potwornie dużo miejsca.
Indra uniosła głowę znad stołu, gdzie próbowała trochę odpocząć.
– Wiecie co? Przyszło mi właśnie na myśl, że jednej rzeczy w Górach Czarnych nie wyjaśniliśmy.
– Co to takiego? – zapytał Cień.
– Pamiętacie z pewnością te błyski światła, które zawsze widywaliśmy w domu, w Królestwie Światła?
– Och, nie mów o Królestwie Światła – jęknęła Siska. – Jestem chora z tęsknoty za domem. Czy masz na myśli te błyskawice, które zdawały się przenosić od jednego szczytu do drugiego? I którym zawsze towarzyszyły te straszne, śmiertelne wycia?
– Otóż to właśnie! Widywaliśmy błyskawice na początku naszej wędrówki poprzez Ciemność. Kiedy jednak zbliżyliśmy się do tych piekielnych gór, błyskawice ustały. I chyba nie widzieliśmy ich już przez cały czas naszego pobytu tutaj?
– Masz rację, tak było – przyznał Ram. – Nigdy więc nie zdołaliśmy się dowiedzieć, czym one w istocie są. Jak powstają i dlaczego w ogóle się pojawiają. No i dlaczego ustały?
Dolg zwrócił się do wilka:
