
W mieście nieprzystosowanych mieszkało wielu ludzi, którzy nie chcieli, żeby im było dobrze. Uwielbiali móc się skarżyć na swój straszny los, na to, że znaleźli się tutaj, w centralnym punkcie Ziemi, bez możliwości powrotu do świata zewnętrznego. Uwielbiali stwarzać problemy, awanturować się, chcieli mieć dużo pieniędzy, gromadzić bogactwa, chcieli tutaj mieć wszystko co najgorsze w życiu zewnętrznego świata, takie same jak tam rozrywki: gra w karty, szalona jazda po pijanemu i tak dalej, i tak dalej.
Naturalnie nie dotyczyło to wszystkich mieszkańców miasta. Większość to porządni, pracowici ludzie. Ale wszystko, co w Królestwie Światła można by nazwać szumowiną, znajdowało się wyłącznie w mieście nieprzystosowanych. Goram jechał tam w ponurym nastroju. Wspominał moment, kiedy dwa dni temu wielka ekspedycja wyruszała w drogę. Obserwował ze swojej gondoli, jak J1 i J2 zbliżają się do granicznego muru, ich widok sprawił, że serce przepełniła mu gwałtowna tęsknota. Oczywiście zazdrościł wszystkim wybrańcom wielkich przeżyć, był przekonany, że powinien znajdować się wśród nich!
Miasto nieprzystosowanych… cóż to za zamiana!
Zgodnie z umową spotkał się z dziewczyną na jednym z placów, domyślał się, że wybrała miejsce położone daleko od swojego domu.
Rozglądał się wokół z narastającym nieprzyjemnym uczuciem. Całkiem niedawno Obcy przeprowadzili w mieście nieprzystosowanych wielkie porządki, właściwie miasto nazywało się Mały Madryt, tę nazwę nadali mu pierwsi mieszkańcy, którzy nigdy nie przestali tęsknić za domem. Ale porządkowanie nie miało trwalszych rezultatów, teraz wszystko znowu było brudne. Zaśmiecone ulice, złe głosy przechodniów, młodzież mijająca go ze zbyt wielką prędkością w hałaśliwych samochodach lub na motocyklach. Mieszkańcy tego miasta dostali wszystko, czego chcieli, od czasu do czasu jednak sprawy posuwały się za daleko i potrzebna była interwencja Strażników. Albo Obcych…
