
Ale młody Tsi, który, po groźnym wypadku, niemal przez całą wyprawę pozostawał nieprzytomny, ale odzyskał życie dzięki jasnej wodzie, teraz bez pozwolenia podjął hazardową decyzję: małą gondolą wyruszył samotnie, by ratować Marca. Ziemia, śmieci i kamienie spadały na gondolę, on tymczasem niezmordowanie przedzierał się w ciemnościach, dopóki nie odnalazł przyjaciela. Wezwał J2 na pomoc, tutaj potrzebny był bowiem dźwig, więc Juggernaut mozolnie posuwał się po okolicy wokół źródeł, poprzez ruiny królestwa zła w Górach Czarnych.
Nie zdając sobie sprawy ze skutków swojego czynu, działając w dobrej wierze, Tsi dał Marcowi jasnej wody do picia, co książę odkrył zbyt późno. Dla niego bowiem przełknięcie tej wody mogło mieć fatalne skutki, Tsi jednak o tym nie wiedział. Chciał dobrze! I na tym kończy się poprzedni tom naszej opowieści, zatytułowany „Tajemnica Gór Czarnych”.
Kamienne bloki ściągnięto z Marca wielkim dźwigiem. Wszyscy wyszli na zewnątrz, na czarny, lodowato zimny deszcz, i pomagali. Akcją ratunkową kierował Ram, było to niezwykle trudne, ponieważ Marco znajdował się w miejscu bardzo ciasnym i prawie niedostępnym. Madrag Tich siedział jak zwykle przy swojej tablicy rozdzielczej na pokładzie ukochanego pojazdu. Niezdarnymi z pozoru rękami manewrował sprawnie i zdecydowanie pod komendę Lemuryjczyka, Ram, najwyższy dowódca Strażników w Królestwie Światła, czuł się w takich sytuacjach jak ryba w wodzie. Nikt nie myślał o tym, że są przemoczeni do suchej nitki, a włosy i ubrania oblepia czarna maź.
Faron, ów Obcy, który kierował całą ekspedycją do Gór Czarnych, klęczał teraz obok Marca razem z synem czarnoksiężnika, Dolgiem. Dla nikogo więcej nie było tam już miejsca, chociaż leśny elf Tsi robił co mógł, by wszystkim wchodzić w drogę, i nie przestawał opowiadać z zapałem, jak to znalazł Marca i w jaki sposób powinni próbować go uwolnić.
