
Od czasu rozwodu miała kilka randek. Nie chodziło o to, że była nieatrakcyjna. Przeciwnie, przynajmniej często jej to mówiono. Miała ciemnobrązowe włosy, obcięte do ramion, proste i jedwabiste. Najczęściej komplementy dotyczyły jej oczu. Brązowe z jasnymi plamkami, w których odbijało się światło. Biegała codziennie, była sprawna i nie wyglądała na swój wiek. Nie czuła się staro, chociaż gdy ostatnio spojrzała w lustro, dostrzegła, że się postarzała. Nowa zmarszczka w kąciku oka, siwe włosy, które niepostrzeżenie wyrosły, spojrzenie znużone od ciągłego pośpiechu.
Jej przyjaciele uważali, że zwariowała.
– Wyglądasz o wiele lepiej niż przed laty – twierdzili z uporem, zresztą nadal zauważała taksujące spojrzenia mężczyzn. Ale już nie miała i już nigdy nie będzie miała dwudziestu dwóch lat. Nie chodziło o to, że chciałaby je mieć, nawet gdyby mogła. Chyba że – jak czasami myślała – byłaby mądrzejsza i dojrzalsza. W innym przypadku prawdopodobnie znowu zaczęłaby się zadawać z jakimś Davidem – przystojnym mężczyzną, który kochał życie i uważał, że nie musi grać zgodnie z zasadami. Ale, do cholery, zasady są bardzo ważne, zwłaszcza dotyczące małżeństwa. Nikt nie powinien ich łamać. Jej ojciec i matka nigdy się tego nie dopuścili, podobnie jej siostra i szwagier ani Deanna czy Brian. Dlaczego on musiał to zrobić? Dlaczego – zastanawiała się, stojąc w wodzie – ciągle wracała do tego myślą, mimo że upłynęło już tyle czasu?
