
Przypuszczała, że miało to coś wspólnego z faktem, że gdy w końcu dostała orzeczenie rozwodu, poczuła się, jakby cząstka jej istoty umarła. Początkowy gniew zamienił się w smutek, a teraz stał się jeszcze czymś innym, niemal tępym bólem. Chociaż cały czas była w ruchu, wydawało się jej, że już nic się nie przydarzy. Każdy dzień do złudzenia przypominał poprzedni i z trudem je rozróżniała. Pewnego razu, jakiś rok temu, przesiedziała przy biurku piętnaście minut, próbując sobie przypomnieć, kiedy ostatnio zrobiła coś spontanicznie. Nic nie przyszło jej do głowy.
Pierwsze miesiące były szczególnie ciężkie. Potem gniew osłabł i nie odczuwała już pragnienia, by David zapłacił za to, co zrobił. Potrafiła tylko użalać się nad sobą. Nawet mimo obecności Kevina czuła się zupełnie sama na świecie. Był taki czas, kiedy spała tylko kilka godzin na dobę, a w trakcie pracy musiała wstać od biurka i wsiąść do samochodu, żeby się trochę wypłakać.
Teraz, gdy minęły trzy lata, nadal nie wiedziała, czy kiedykolwiek pokocha kogoś tak, jak kochała Davida. Kiedy na początku studiów zjawił się na balu drugiego roku, jedno spojrzenie wystarczyło, by zrozumiała, że chce być tylko z nim. Jej młodzieńcza miłość wydawała się taka wszechogarniająca, taka potężna. Leżała w łóżku i myślała tylko o nim, gdy szła przez campus, uśmiechała się tak często, że na sam jej widok inni się uśmiechali.
Ale taka miłość nie może przetrwać, jak się później przekonała. Mijały lata, ujawniła się inna strona ich małżeństwa. Oboje dojrzeli i jednocześnie oddalili się od siebie. Coraz trudniej przychodziło im pamiętać rzeczy, które kiedyś ich do siebie przyciągnęły. Spoglądając w przeszłość, Teresa czuła, że David stał się zupełnie kim innym, chociaż nie potrafiła wskazać momentu, w którym zaczął się zmieniać. Wszystko może się zdarzyć, gdy wygaśnie płomień uczucia, a dla niego zgasł. Przypadkowe spotkanie w wypożyczalni wideo, rozmowa, po której następował wspólny lunch i spotkanie w hotelu na przedmieściu Bostonu.
