
Najbardziej niesprawiedliwe było to, że czasami za nim tęskniła, a raczej za dobrymi chwilami spędzonymi razem. Małżeństwo z Davidem było wygodne jak łóżko, w którym sypiała od lat. Przywykła do obecności drugiej osoby, do której mogła się zwrócić czy tylko jej wysłuchać. Przyzwyczaiła się do porannego zapachu świeżo parzonej kawy i brakowało jej w mieszkaniu kogoś dorosłego. Tęskniła za wieloma rzeczami, ale najbardziej za poczuciem bliskości, przytulaniem się i szeptaniem do siebie za zamkniętymi drzwiami.
Kevin był jeszcze za mały, by to zrozumieć, i chociaż bardzo go kochała, nie był to ten rodzaj miłości, którego potrzebowała najbardziej. Czuła do syna miłość matczyną, pewnie najsilniejszą, najświętszą miłość, jaka w ogóle istnieje. Jeszcze teraz lubiła wejść do jego pokoju, gdy spał, i przysiąść na łóżku tylko po to, by na niego popatrzeć. Kevin zawsze wydawał się taki spokojny, taki piękny z głową złożoną na poduszce, otulony kołdrą. W ciągu dnia sprawiał wrażenie, że jest w ciągłym biegu, nocą widok nieruchomej śpiącej postaci przywracał emocje, jakie Teresa odczuwała, gdy był małym dzieckiem. Ale nawet te cudowne doznania nie mogły osłabić jej poczucia samotności, gdy po wyjściu z jego pokoju, schodziła na dół i wypijała kieliszek wina jedynie w towarzystwie kota Harveya.
Nadal marzyła o tym, by zakochać się, by ktoś wziął ją w ramiona i sprawił, że poczułaby się najważniejsza na świecie. Było to jednak bardzo trudne, praktycznie niemożliwe spotkać kogoś takiego. Większość znajomych trzydziestolatków pozawierała już związki małżeńskie, a rozwiedzeni szukali młodszej kobiety, którą mogliby ukształtować według własnych wymagań. Pozostawali starsi mężczyźni i chociaż uważała, że mogłaby się zakochać w kimś starszym, musiała pamiętać o synu. Pragnęła mężczyzny, który traktowałby Kevina tak, jak należy, nie jako niepożądany dodatek do osoby, której on pragnie. Starsi mężczyźni mieli na ogół starsze dzieci; niewielu było gotowych podjąć trud wychowania dorastającego chłopca.
