
Spróbowała wyciągnąć korek, spodziewając się niemal, że to będzie ta sama butelka, którą kiedyś wrzuciła do wody, choć wiedziała, że to niemożliwe. Pewnie wysłało ją inne dziecko, a jeśli prosiło o odpowiedź, ona na pewno ją wyśle. Może wraz z małym podarunkiem i pocztówkami z Cape Cod.
Korek był głęboko wciśnięty, palce się ślizgały, gdy próbowała go wyciągnąć. Nie mogła go dobrze złapać. Wbiła krótkie paznokcie w widoczny fragment korka i powoli obróciła butelkę. Nic. Chwyciła drugą ręką i spróbowała jeszcze raz. Zacisnęła mocniej palce, włożyła butelkę między uda dla większego oporu i gdy już miała zrezygnować, korek drgnął. Z nową energią znowu zmieniła rękę… ścisnęła, obróciła butelkę bardzo powoli… korek był coraz bardziej widoczny… nagle wysunął się bez trudu do końca.
Odwróciła butelkę do góry nogami i ze zdziwieniem stwierdziła, że list niemal natychmiast wypadł. Pochyliła się, żeby go podnieść i zauważyła, że był ciasno zwinięty. Dlatego wysunął się tak łatwo.
Ostrożnie odwinęła sznurek i gdy rozłożyła list, rzucił się jej w oczy papier. Nie była to dziecięca papeteria, lecz drogi papier, gruby i solidny, z sylwetką płynącego żaglowca wytłoczoną w prawym górnym rogu. Papier był pomarszczony, wyglądał na stary, jakby przebywał w wodzie od stu lat.
Wstrzymała oddech. Może rzeczywiście był stary? Słyszała historie o butelkach wyrzucanych po stu latach na brzeg, może właśnie tak było w tym wypadku. Może znalazła prawdziwy skarb. Gdy spojrzała na pismo, zrozumiała, że się pomyliła. W górnym lewym rogu była data.
Dwudziesty drugi lipca 1997
Ponad trzy tygodnie temu.
Trzy tygodnie? Tylko tyle?
List był długi. Zajmował obie strony kartki i nie zauważyła, by jego autor oczekiwał odpowiedzi. Nigdzie nie było adresu ani numeru telefonu, ale sądziła, że dane mogły kryć się w treści listu.
Poczuła dreszcz emocji. Właśnie wtedy we wschodzącym słońcu Nowej Anglii po raz pierwszy przeczytała list, który miał odmienić jej życie.
