Teresa uśmiechnęła się z rozbawieniem.

– Rozumiem, że nie pobiegasz ze mną w tym tygodniu.

Deanna wyciągnęła rękę po filiżankę kawy i spojrzała na przyjaciółkę z powątpiewaniem.

– W żadnym wypadku. Gimnastykę ograniczam do czyszczenia dywanów w każdy weekend. Wyobrażasz sobie mnie, jak pocę się i dyszę? Pewnie dostałabym ataku serca.

– Bieg doskonale odświeża, jak już się przyzwyczaisz.

– Być może tak jest, ale nie jestem młoda i chuda jak ty. Pamiętam, że ostatni raz biegłam, kiedy byłam dzieckiem i pies sąsiadów uciekł im z podwórka. Biegłam tak szybko, że o mało co nie zlałam się w majtki.

Teresa wybuchnęła śmiechem.

– Jakie mamy plany na dziś?

– Myślałam, że mogłybyśmy pojechać po zakupy i zjeść lunch w miasteczku. Co o tym sądzisz?

– Miałam nadzieję, że to zaproponujesz.

Rozmawiały przez chwilę, dokąd mogłyby pójść. Potem Deanna wstała i weszła do mieszkania po następną filiżankę kawy. Teresa odprowadziła ją wzrokiem.

Deanna miała pięćdziesiąt osiem lat, okrągłą twarz i siwiejące włosy. Obcinała je krótko, ubierała się bez zbytniej próżności i była zdaniem Teresy najlepszą osobą, jaką znała. Interesowała ją muzyka i sztuka. W redakcji często było słychać muzykę – Mozarta i Beethovena – która dochodziła z jej gabinetu i mieszała się z odgłosami charakterystycznymi dla sali pełnej dziennikarzy. Żyła w świecie optymizmu i pogody. Podziwiali ją i uwielbiali wszyscy znajomi.

Deanna wróciła do stolika, usiadła i popatrzyła na zatokę.

– Czyż nie jest to najpiękniejsze miejsce na ziemi?

– Jest. Cieszę się, że mnie zaprosiłaś.

– Tego ci było trzeba. Zostałabyś zupełnie sama.

– Mówisz jak moja mama.

– Uważam to za komplement.

Deanna wyciągnęła rękę i wzięła list. Raz jeszcze przeczytała go i uniosła brwi, ale nic nie powiedziała. Teresie wydawało się, że list wywołał jakieś wspomnienie.



20 из 237