– O co chodzi?

– Zastanawiałam się… – zaczęła spokojnie.

– Nad czym?

– Kiedy weszłam do mieszkania, zaczęłam myśleć o liście. Zastanawiałam się, czy nie powinniśmy o tym napisać w tym tygodniu.

– O czym mówisz?

Deanna pochyliła się nad stołem.

– Właśnie powiedziałam. Uważam, że powinniśmy w tym tygodniu zamieścić list. Jestem pewna, że wiele osób z chęcią go przeczyta. Jest naprawdę niezwykły. Od czasu do czasu ludzie potrzebują przeczytać coś tak wzruszającego. Potrafię sobie wyobrazić setki kobiet wycinające list z gazety i przyklejające do lodówki, aby mężowie zobaczyli go po powrocie z pracy.

– Nawet nie wiemy, kim jest autor. Nie sądzisz, że najpierw powinniśmy uzyskać jego zgodę?

– Właśnie o to chodzi. Nie możemy. Porozmawiam z prawnikiem, ale jestem pewna, że to zgodne z prawem. Nie podamy ich prawdziwych imion i dopóki nie przypiszemy sobie autorstwa i nie będziemy chcieli się dowiedzieć, skąd pochodzi list, nie powinno być kłopotów.

– Wiem, że prawdopodobnie byłoby to legalne, ale nie jestem przekonana czy właściwe. To bardzo osobisty list. Nie jestem pewna, czy powinno się go rozpowszechniać, żeby wszyscy go przeczytali.

– To zwykłe ludzkie sprawy, Tereso. Czytelnicy uwielbiają takie rzeczy. Poza tym w tym liście nie ma nic zawstydzającego. To piękny list. Pamiętaj, że ten Garrett wysłał go w butelce. Musiał wiedzieć, że fale wyrzucą go gdzieś na brzeg.

Teresa potrząsnęła głową.

– Nie wiem, Deanna.

– Pomyśl o tym. Prześpij się z tym, jeśli musisz. Uważam, że to świetny pomysł.

Teresa myślała o liście, rozbierając się i wchodząc pod prysznic. O mężczyźnie, który go napisał – o Garettcie, jeśli rzeczywiście tak się nazywał. A kim, jeśli istniała, była Catherine? Oczywiście kochanką lub żoną, ale już jej nie było przy nim. Czy umarła, czy zrobiła coś, co ich rozdzieliło? Dlaczego list włożono do butelki i wrzucono do oceanu? To wszystko było takie dziwne.



21 из 237