
Dwa i pół tygodnia po starcie butelkę dalej niósł Prąd Zatokowy. Siedemnastego dnia podróży kolejny sztorm, tym razem środkowoatlantycki, sprowadził wschodnie wiatry do tego stopnia silne, że wyrwały ją z prądu i zaczęła dryfować w stronę Nowej Anglii. Znalazłszy się poza Prądem Zatokowym, który zmuszał ją do szybkiego przemieszczania się, zwolniła i przez pięć dni poruszała się zygzakiem w różnych kierunkach w pobliżu wybrzeża Massachusetts, aż pochwycił ją w sieć rybacką John Hanes. Butelka znalazła się więc wśród tysiąca trzepoczących okoni. Gdy sprawdzał, co złowił, odrzucił ją na bok. Butelka miała szczęście, nie stłukła się, ale natychmiast o niej zapomniano i pozostała blisko dziobu łodzi przez resztę popołudnia i wczesny wieczór, kiedy to łódź wracała do zatoki Cape Cod. Tego wieczoru o ósmej trzydzieści, gdy łódź znalazła się bezpiecznie w głębi zatoki, Hanes, paląc papierosa, natknął się ponownie na butelkę. Podniósł ją, ale ponieważ słońce schodziło coraz niżej, nie zauważył nic szczególnego w środku i bez zastanowienia wyrzucił za burtę. Stało się jasne, że butelka dotrze na brzeg zatoki zamieszkanej przez wiele małych społeczności.
Nie od razu jednak tak się stało. Dryfowała w tę i z powrotem przez kilka dni, jakby podejmowała decyzję, i w końcu wypłynęła na plażę niedaleko Chatham.
Znalazła się tam po dwudziestu sześciu dniach i siedmiuset trzydziestu ośmiu milach i zakończyła swą podróż.
Rozdział pierwszy
Wiał lodowaty grudniowy wiatr.
