Kiedy skończyła, wsunęła listy do koperty tak samo ostrożnie, jak je wyjmowała. Potem włożyła kopertę z powrotem do torby i raz jeszcze spojrzała na plażę. Z wydmy, gdzie siedziała, widziała miejsce, w którym wszystko się zaczęło.

Biegała o świcie, wyraźnie przypominała sobie tamten letni poranek. Wstawał piękny dzień. Ogarnęła spojrzeniem świat wokół siebie, wsłuchała się w wysokie skrzeczenie rybitw i łagodne chlupotanie fal toczących się po piasku. Mimo że była na wakacjach, wstawała dostatecznie wcześnie, by móc swobodnie pobiegać wzdłuż plaży. Za kilka godzin na ręcznikach rozłożonych na piasku w gorącym słońcu Nowej Anglii będą leżeli turyści. Na Cape Cod zawsze było tłoczno o tej porze roku, ale większość wczasowiczów wolała pospać dłużej, Teresa mogła więc czerpać przyjemność z biegania po twardym, gładkim piasku zostawionym przez uciekający odpływ. W przeciwieństwie do ścieżek zdrowia w Bostonie piasek uginał się tyle, ile trzeba. Wiedziała, że nie będą bolały ją kolana, jak czasem zdarzało się po biegu wybetonowanymi dróżkami w pobliżu domu.

Zawsze lubiła biegać, wyrobiła w sobie ten nawyk, uczestnicząc w biegach przełajowych w liceum. Nie biegała już wyczynowo i rzadko mierzyła sobie czas. Bieganie pozwalało zostać sam na sam z myślami. Uważała te chwile za rodzaj medytacji, właśnie dlatego wolała uprawiać ten sport samotnie. Nigdy nie mogła zrozumieć, dlaczego inni lubią to robić w grupie.

Była zadowolona, że nie ma z nią Kevina, chociaż bardzo go kochała. Każda matka potrzebuje czasem oddechu. Cieszyła się, że w okresie wakacji będzie miała spokój.



5 из 237