Teraz biegła po plaży spokojnie, nie spiesząc się. Deanna poczeka na nią ze śniadaniem. Teresa wiedziała, że Briana już nie zastanie. Byli starszym małżeństwem – oboje dobiegali sześćdziesiątki. Deanna to jej najlepsza przyjaciółka.

Była redaktorem naczelnym gazety, w której pracowała Teresa. Przyjeżdżała z mężem, Brianem, do Cape Cod od lat. Zawsze zatrzymywali się w tym samym miejscu, w Domu Rybaka. Gdy dowiedziała się, że Kevin wyjeżdża w odwiedziny do ojca na większą część lata, zaczęła nalegać, aby Teresa przyjechała do niej.

– Brian, jak jest tutaj, przez cały dzień gra w golfa. Przydałoby mi się towarzystwo – powiedziała. – Poza tym co innego masz do roboty? Od czasu do czasu musisz wyjść z mieszkania.

Teresa wiedziała, że Deanna ma rację, więc po kilku dniach namysłu się zgodziła.

– Tak się cieszę – odparła Deanna ze zwycięską miną. – Będziesz zachwycona.

Teresa musiała przyznać, że miejsce było sympatyczne. Dom Rybaka, pięknie odnowiony domek, stał na skraju urwistego klifu wychodzącego na zatokę Cape Cod. Kiedy ujrzała go w oddali, zwolniła. W przeciwieństwie do młodszych biegaczy, nabierających tempa pod koniec trasy, wolała nie śpieszyć się i uspokoić oddech. Miała trzydzieści sześć lat i nie odzyskiwała sił tak szybko jak kiedyś.

Zaczęła się zastanawiać, jak spędzi resztę dnia. Przywiozła ze sobą pięć książek, które zamierzała przeczytać w ciągu zeszłego roku, ale jakoś nigdy się do tego nie zabrała. Już na nic nie starczało czasu. Zwłaszcza przy Kevinie kipiącym energią, zajęciach domowych i robocie ciągle piętrzącej się na biurku. Jako redaktorka prowadząca stałą kolumnę dla „Boston Times”, pracowała pod ciągłą presją terminów, musiała przygotować trzy materiały tygodniowo. Większość jej współpracowników sądziła, że to proste – wystarczy wystukać trzysta słów i koniec roboty na ten dzień.



7 из 237