
Teresa z biegu przeszła do marszu i wreszcie zatrzymała się, gdy nad jej głową rybitwa zatoczyła koło. Poczuła, że wzrosła wilgotność powietrza. Ramieniem otarła pot z czoła. Wzięła głęboki oddech, wstrzymała go na chwilę, a potem wypuściła i spojrzała na wodę. Było jeszcze wcześnie, ocean wciąż miał barwę ołowiu, ale to miało się zmienić, gdy tylko słońce wzejdzie trochę wyżej. Po chwili ściągnęła buty i skarpetki, podeszła do wody i pozwoliła kilku drobnym falom ochlapać stopy. Woda orzeźwiała. Teresa spędziła kilka minut, brodząc bez celu. Nagle ucieszyła się, że przez kilka ostatnich miesięcy poświęciła trochę czasu na napisanie dodatkowych tekstów, dzięki czemu w tym tygodniu mogła zapomnieć o pracy. Nie potrafiła sobie przypomnieć momentu, w którym nie miała pod ręką komputera albo nie wybierała się na spotkanie czy też nie musiała dotrzymać nieprzekraczalnego terminu. Oddalenie od biurka choć na krótko przynosiło uczucie ulgi. Czuła się prawie tak, jakby znowu panowała nad swoim przeznaczeniem, jakby dopiero wkraczała w świat.
Wiedziała, że w domu czeka na nią mnóstwo rzeczy do zrobienia. Należałoby wytapetować i odświeżyć łazienkę, w ścianach zaszpachlować dziury po gwoździach, a reszcie mieszkania przydałoby się choćby pobieżne malowanie. Dwa miesiące temu kupiła tapety i trochę farby, wieszak na ręczniki i nowe klamki, małe lusterko oraz wszystkie potrzebne narzędzia, ale nawet nie otworzyła pudeł. W weekendy zawsze znajdowało się coś do zrobienia, toteż była równie zajęta jak w zwykły dzień. Zakupy wciąż leżały za odkurzaczem w torbach, w których przyniosła je do domu, i za każdym razem, gdy otwierała drzwi do szafy, zdawały się kpić z jej zamiarów. Może – pomyślała – kiedy wróci do domu…
