
– Wcale też nie jest w stanie zająć miejsca Signe – oświadczył. – Ale ja potrzebuję syna, jak najprędzej. Potrzebuję dziedzica, który kiedyś przejmie po mnie majątek. A nie jest tego mało. To bardzo niedobrze, że moja pierwsza żona umarła, ale sądzę, że druga z państwa córek jest lepiej zbudowana i że nadaje się do rodzenia dzieci.
Znowu jego taksujące spojrzenie przesunęło się po ciele Belindy. Dziewczyna mimo woli zadrżała.
Czyż naprawdę nikt nie rozumie? Och, że też tak trudno im wytłumaczyć istotę sprawy! Czyż nikt nie rozumie, że ona niczego nie może odebrać Signe? Niczego, a już tym bardziej męża, z którego siostra była taka dumna! Sumienie Belindy nie zaznałoby ani przez chwilę spokoju, gdyby zabrała Signe męża. Cóż za niedorzeczny pomysł! Tak myślała, ale powiedzieć tego nie była w stanie.
Herbert Abrahamsen ciągnął swoje:
– Rzecz jasna trzeba będzie zaczekać, aż minie żałoba. Ale ja mam przecież w domu maleńkie dziecko, które potrzebuje czułej macierzyńskiej ręki. Gdyby więc córka państwa mogła już teraz…
– Naturalnie, jeszcze by tego brakowało, żeby nie chciała – zapewniła pospiesznie matka.
– Czy mała nie mogłaby tymczasem zamieszkać tutaj? – próbowała Belinda.
Teraz Herbert Abrahamsen spojrzał jej po raz pierwszy w oczy. On sam miał oczy piwne i był w nich jakiś taki wyraz, trochę rozmarzony, ale bardziej chyba obleśny, który dziewczyny kuchenne w Elistrand przyprawiał o dreszcze. Belinda jednak potrząsnęła głową zakłopotana, bo ten wzrok Herberta przywodził jej na myśl zadumaną krowę.
Abrahamsen powiedział ostro i stanowczo:
– Tę kwestię już rozstrzygnęliśmy. Dziecko jest moje i pozostanie w moim domu. Życzę sobie widzieć, jak się rozwija, i chcę dbać, żeby było wychowywane zgodnie z moimi zasadami. Wynająłem dla małej niańkę i mamkę, ale teraz obie skończyły pracę, prawie jednocześnie. Mamka nie jest już potrzebna, a niańka… – Otrząsnął się z irytujących wspomnień. – Rzecz polega na tym, że dziecko musi mieć matkę! A nie mogę sobie wyobrazić, że ktoś nadawałby się do tego lepiej niż rodzona siostra Signe.
