Herbert był strasznie przystojny. I po męsku stanowczy, jeśli chodzi o zasady. Człowiek o wysokiej pozycji, a tacy muszą zawsze bardzo dbać o szczegóły, w przeciwnym razie wszystko w społeczeństwie potoczy się nie tak jak trzeba, tak właśnie dzisiaj powiedziała Signe, a Signe zawsze ma rację. „Uważam, Belindo, że ostatnio trochę przytył, ale to bardzo dobrze. To dowodzi, że stać go na wiele. Prawda, że on jest urodziwy?”

Belinda widziała Herberta oczyma Signe, uważała zatem, że owszem, jest bardzo urodziwy. Twarz miał delikatną jak roczne dziecko, cerę śniadą z ciemnym zarostem, włosy gładko zaczesane i wysmarowane makasarskim olejkiem.

Tak, z pewnością był najprzystojniejszym mężczyzną na świecie. Tak twierdziła Signe. I służące też tak uważają, mówiła Signe. I wszystkie panie na weselu! Och, jak one wzdychały! Wtedy Belinda wzdychała także, bo widocznie tak należało się zachowywać.

Znowu dało o sobie znać to niezrozumiałe uczucie niechęci. Herbert spoglądał na nią dzisiaj tak dziwnie. Jakby widzieli się po raz pierwszy. Lustrował ją od stóp do głów i z powrotem. Wielokrotnie, kiedy spojrzała w jego stronę, widziała to natrętne spojrzenie. Czy coś jest może nie w porządku z jej ubraniem? Często jej się przecież zdarzało pozapinać sukienkę nie tak jak trzeba. „Niezdarna Belinda, rodzinny klown” – mawiano o niej. I tak pewnie było, ale też z pewnością to zabawne mieć takiego klowna. Zabawnie jest być klownem. Zabawnie, kiedy się z człowieka śmieją…

Głos Signe wyrwał ją z zamyślenia.

– Wiesz co, ja ci zawsze zazdrościłam, Belindo.

– Mnie? Och, pęknę ze śmiechu!

Ale oczywiście tego nie zrobiła.

– Tak, tak było – śmiała się Signe. – Zazdrościłam ci, że to ty dostałaś to śliczne imię: Belinda, a ja takie pospolite: Signe. Nie mogłam tego wybaczyć rodzicom, wydawało mi się to niesprawiedliwe!



4 из 197