
Oczywiście, Żylin znał również i innych wspaniałych ludzi. Na przykład, kosmonautę-badacza Wasyla Lachowa. W szkole Lachów prowadził na trzecim i czwartym roku wykłady z teorii napędu fotonowego. Był on także organizatorem trzymiesięcznej praktyki dla absolwentów na „Spu-20”. Kosmonauci nazywali „Spu-20” — ”Gwiazdką”. Wyprawa była bardzo interesująca. W czasie jej trwania wypróbowywano po raz pierwszy najprostsze silniki fotonowe o jednym ciągu. Z „Gwiazdki” wysyłano w strefę absolutnie swobodnych lotów automatyczne stacje zwiadowcze. Na „Gwiazdce” budowano pierwszy statek międzygwiezdny „Hius-Błyskawica”. Pewnego razu Lachów zaprowadził swoich słuchaczy do hangaru. W hangarze wisiał dopiero co przybyły fotonowy tankowiec-automat, wyrzucony przed pół rokiem w strefę absolutnie swobodnych lotów. Tankowiec, olbrzymi niezgrabny twór, oddalił się od Słońca na odległość świetlnego miesiąca. Wszystkich wprawił w zdumienie jego kolor. Powłoka statku zrobiła się turkusowozielona i odpadała całymi kawałkami, wystarczyło tylko dotknąć dłonią. Kruszyła się po prostu jak chleb. Ale urządzenia sterujące okazały się w porządku. W przeciwnym razie, oczywiście, zwiadowca-automat nie powróciłby, podobnie jak nie wróciły trzy statki zwiadowcze z liczby dziewiętnastu wyrzuconych w strefę ASL. Słuchacze zwrócili się do Lachowa z pytaniem, co się mogło stać, i Lachów odpowiedział, że sam nie wie. Na wielkich odległościach od Słońca jest coś takiego, czego dotychczas nie znamy — odpowiedział Lachów. A Żylin pomyślał wówczas o pilotach, którzy za kilka lat poprowadzą „Hius-Błyskawicę” tam właśnie, gdzie jest to coś, czego dotychczas nie poznaliśmy.
To zabawne, pomyślał Żylin, mam już co wspominać.
