
— Ale teraz tego żałujesz?
Ponter milczał, gapiąc się na porośniętą mchem podłogę.
— Żałujesz tego?
— Nie-nie wiem.
— Postąpiłbyś tak znowu, gdybyś mógł cofnąć czas?
Ponter parsknął śmiechem.
— Co cię tak rozśmieszyło? — W głosie rzeźbiarza osobowości brzmiała raczej ciekawość niż irytacja.
Boddit podniósł głowę.
— Sądziłem, że tylko fizycy, tacy jak ja, bawię się w tego typu eksperymenty myślowe.
Selgan się uśmiechnął.
— Nie różnimy się od siebie tak bardzo, ty i ja. Obaj szukamy prawdy, aby rozwiązywać tajemnice.
— Może i tak — przyznał Ponter, przyglądając się gładkiej, drewnianej ścianie cylindrycznego pomieszczenia.
— Nie odpowiedziałeś na moje pytanie. Postąpiłbyś tak jeszcze raz, gdybyś mógł?
Boddit milczał przez jakiś czas, a Selgan nie ponaglał go, dając mu czas na przemyślenie odpowiedzi.
— Nie wiem — odparł w końcu Ponter.
— Nie? A może tylko nie chcesz powiedzieć?
Ponter ponownie zamilkł.
— Chcę ci pomóc — powiedział Selgan, zmieniając pozycję na siedzisku. — To mój jedyny cel. Nie będę cię osądzał.
Ponter się zaśmiał, ale tym razem w jego śmiechu pobawiła się nuta żalu.
— Właśnie w tym rzecz, prawda? Nas nikt nie osądza.
Selgan zmarszczył brwi.
— Co masz na myśli?
— To, że na tym drugim świecie — na drugiej Ziemi — oni wierzą, że istnieje… hm, my nie mamy na to odpowiedniego słowa, ale oni mówią na to „Bóg”. Nadrzędna istota, która stworzyła świat.
Selgan pokręcił głową.
— Jak wszechświat może mieć stwórcę? jeśli coś zostało stworzone, oznacza to, że miało początek. A wszechświat go nie miał. Istnieje od zawsze.
