— Ale przecież mówiłeś, że sam zrobiłeś coś strasznego.

Ponter spojrzał przez okno na swój świat.

— Tak.

— Tam? Na tamtym świecie?

— Tak.

— I nie wierzysz w istnienie tego ich Boga?

Ponter prychnął drwiąco.

— Oczywiście, że nie.

— Dlatego uważasz, że nigdy nie zostaniesz osądzony za zły postępek, który jak twierdzisz, popełniłeś?

— Właśnie. Nie twierdzę, że to zbrodnia doskonała, ale nie ma powodów, aby na tamtym świecie podejrzenie padło na mnie, podobnie jak nie ma powodów, aby tutaj ktokolwiek zażądał kiedyś dostępu do tej akurat części moich archiwów alibi.

— Użyłeś słowa „zbrodnia”. Czy była to zbrodnia według norm tamtego świata?

— O tak.

— A czy my uznalibyśmy twój czyn za zbrodnię, gdybyś dopuścił się go tutaj?

Ponter skinął głową.

— Co takiego zrobiłeś?

— Ja… wstydzę się o tym mówić.

— Powiedziałem przecież, że nie będę cię osądzał.

Ponter nagle zerwał się z miejsca.

— Właśnie o to chodził — wykrzyknął. — Nikt mnie nie osądzi, ani tutaj, ani tam. Popełniłem przestępstwo. Zrobiłem to z satysfakcją. A jeśli chodzi o twój myślowy eksperyment, to owszem, postąpiłbym tak znowu, gdybym miał możliwość wrócić do tamtych wydarzeń.

Selgan przez jakiś czas milczał, czekając, aż Ponter się uspokoi.

— Mogę ci pomóc Ponterze, jeśli mi na to pozwolisz. Ale musisz ze mną rozmawiać. Musisz mi powiedzieć, co się wydarzyło. Dlaczego dopuściłeś się tej zbrodni? Co do niej doprowadziło?

Ponter ponownie usiadł okrakiem na siedzeniu.

— Wszystko zaczęło się jeszcze podczas mojej pierwszej podróży na drugą Ziemię — powiedział. — Spotkałem tam kobietę, Mare Yaughan…



6 из 310