
Niektóre stacje i kupcy zapłacili podatek. Inne odmówiły, zwłaszcza te leżące za Pell i Cyteen. Kompania, utrzymywały, nie wniosła żadnego wkładu w ich powstanie i nie ma prąwa wysuwać pod ich adresem żadnych roszczeń. Ustanowiono system dokumentów tożsamości i wiz oraz powołano organa kontrolne, co wywołało niezadowolenie wśród kupców, którzy uważali, że statki są ich własnością.
Co więcej, ściągnięto z powrotem sondy; Kompania dawała tym samym do zrozumienia, że oficjalnie kładzie kres dalszemu nie kontrolowanemu rozwojowi Pogranicza. Sondy były uzbrojonymi, szybkimi statkami zwiadowczymi zapuszczającymi się śmiało w nieznane; ale teraz wykorzystywano je do innych zadań, do odwiedzania zbuntowanych stacji i nakłaniania ich do posłuszeństwa. Najsmutniejsze w tym wszystkim było to, że załogi sond, bohaterowie Pogranicza, występowały teraz w roli sił porządkowych Kompanii.
Kupcy żądni odwetu, frachtowce nie budowane z myślą o prowadzeniu działań wojennych, niezdolne do zwrotów pod ostrym kątem. Ale chociaż większość kupców deklarowała swą niechętną zgodę na płacenie podatku, zdarzały się jednak potyczki między występującymi w nowej roli sondami a zbuntowanymi kupcami. Buntownicy wycofali się w końcu do najdalszych kolonii, najmniej narażonych na środki przymusu stosowane przez Kompanię.
Tak rozpoczęła się wojna, której nikt nie nazywał wojną; uzbrojone sondy Kompanii przeciwko zbuntowanym kupcom, którzy obsługiwali najdalsze gwiazdy; sytuacja taka była możliwa dzięki istnieniu Stacji Cyteen i nawet Pell nie była im potrzebna.
I tak wytyczona została granica. Wielki Krąg wznowił działalność bez gwiazd położonych za Fargone, ale nie przynosił już takich zysków jak dawniej. Handel przez granicę odbywał się na dziwnych zasadach, bo płacący podatek kupcy mogli poruszać się bez żadnych ograniczeń, a rebelianci nie, pieczęcie zaś można fałszować i tak też czyniono.
