— Dobrze.

— Kiedy przyjedzie Elli Quinn?

— Nie będzie brała udziału w tej misji.

Thorne w zdumieniu otworzył szeroko oczy.

— Naprawdę? — Jego twarz rozpromienił zagadkowy uśmiech. — Jaka szkoda. — W jego głosie nie było słychać nawet cienia żalu. Czyżby jakaś rywalizacja? O co?

— Niech przyślą z „Triumpha” mój ekwipunek — polecił. Tak, najlepiej zlecić tę kradzież. Zlecić jak najwięcej. — I… jeśli będziesz miał okazję, każ przysłać posiłek do mojej kabiny.

— Zrobi się — obiecał Thorne, energicznie kiwając głową. — Cieszę się, że masz lepszy apetyt, chociaż mało sypiasz. To dobrze. Tak trzymać. Martwimy się o ciebie.

Lepszy apetyt, do diabła. Przy swojej sylwetce musiał bezustannie walczyć o utrzymanie niskiej wagi. Głodził się przez trzy miesiące, aby się zmieścić w skradziony przed dwoma laty mundur Naismitha. Poczuł kolejną falę nienawiści do swego pierwowzoru. Zasalutował w nadziei, że zachęci w ten sposób Thorne’a do pracy, i wyszedł, dusząc w sobie gniewny pomruk, dopóki drzwi kabiny nie zasunęły się za nim z sykiem.

Nie zostało mu nic innego, jak tylko sprawdzać zamek w każdych drzwiach w korytarzu, aż któryś ustąpi. Miał nadzieję, że żaden Dendarianin nie zauważy go, kiedy będzie przykładał dłoń do czytników. Wreszcie znalazł swoją kabinę, która znajdowała się dokładnie naprzeciw drzwi hermafrodyty. Tym razem drzwi się rozsunęły, gdy tylko położył dłoń na czujniku, obyło się bez mrożących krew w żyłach awarii.

Było to niewielkie pomieszczenie, niemal takie samo jak kabina Thorne’a, tylko bardziej bez wyrazu. Sprawdził szafki. Większość była pusta, lecz w jednej znalazł mundur polowy i poplamiony kombinezon w swoim rozmiarze. W maleńkiej łazience kabiny znajdowały się używane przybory toaletowe, między innymi szczoteczka do zębów, na której widok uśmiechnął się ironicznie. Składane, chowane w ścianie i starannie posłane łóżko wyglądało bardzo zachęcająco, toteż opadł na nie niemal bez czucia.



15 из 528