
— Och, wykluczone! — zawołał pan Wayne.
— …wtedy znajdzie się pan w świecie, gdzie będzie pan mógł mordować, tarzać się we krwi, przegonić w pomysłowości de Sade’a, Cezara, czy innego pańskiego idola. A może pożąda pan władzy? Wtedy wybierze pan sobie świat, w którym będzie pan bogiem, dosłownie i pod każdym względem. Może spragnionym krwi Kriszną albo wszystkowiedzącym Buddą.
— Bardzo w to wątpię, abym…
— Są tak że i inne pragnienia — ciągnął Tompkins. — Wszelkie możliwe nieba i piekła. Niczym nie hamowany seks, żarłoczność, pijaństwo, miłość, sława — wszystko, czego pan zechce.
— Zdumiewające!
— Tak — zgodził się Tompkins. — Oczywiście, to, co wymieniłem, nie wyczerpuje listy możliwych kombinacji i permutacji pragnień. Może pan akurat pragnąłby prostego, spokojnego wiejskiego życia gdzieś na południowych morzach, wśród wyidealizowanych tubylców.
— Wydaje mi się, że faktycznie to bardziej do mnie pasuje — przyzwał pan Wayne, uśmiechając się z zażenowaniem.
— Ale kto wie? — spylał Totnpkins. — Może pan nawet nie wiedzieć, jakie są pańskie ukryte marzenia. Mogą na przykład wiązać się z pańską śmiercią.
— Czy to się często zdarza? — zaniepokoił się pan Wayne.
— Czasami.
— Nie chciałbym umrzeć.
— To się przytrafia tylko wyjątkowo — sprostował Tompkins zerkając na trzymaną przez pana Wayne’a paczkę.
— Skoro pan tak mówi… Ale skąd będę wiedział, że to wszystko dzieje się naprawdę? Pańska cena jest bardzo wysoka, pochłonie wszystko, co posiadam. A z tego, co usłyszałem, wynika, że da mi pan jakiś narkotyk i będę po prostu śnił! Wszystko, co posiadam w zamian za… za zastrzyk heroiny i dużo nieprawdopodobnych obietnic!
