Tompkins uśmiechnął się uspokajająco.

— To co będzie pan przeżywał, w żadnym stopniu nie przypomina odurzenia narkotykami. I wcale nie będzie pan miał wrażenia, że śni.

— Jeśli to prawda — powiedział pan Wayne nieco opryskliwym tonem — to dlaczego nie mogę pozostać w świecie moich pragnień na zawsze?

— Pracuję nad tym — odparł Tompkins. — Dlatego właśnie cena jest taka wysoka; żebym mógł zdobyć środki na materiały, na eksperymentowanie. Staram się znaleźć sposób na to, aby przejście do innego świata było trwałe. Jak dotąd nie udało mi się rozluźnić więzów, które łączą człowieka z jego własną Ziemią — i przyciągają go do niej z powrotem. Nawet wielcy mistycy nie mogli przeciąć tych więzów; jedyną metodą jest śmierć. Ale ciągle nie tracę nadziei.

— Byłoby to wielkim osiągnięciem, gdyby się panu udało — powiedział uprzejmie pan Wayne.

— Och, tak! — wykrzyknął Tompkins z zaskakującym ładunkiem emocji w głosie. — Ponieważ wtedy mógłbym zamienić moją graciarnię w port dla uciekinierów! Wtedy mój proces byłby bezpłatny, dostępny dla każdego! Każdy mógłby udać się do Ziemi swoich pragnień, Ziemi odpowiadającej mu, i pozostawić to przeklęte miejsce szczurom i robakom…

Tompkins przerwał w pół zdania i raptownie stał się lodowato opanowany.

— Ale obawiam się, że pozwoliłem sobie ujawnić wobec pana moje uprzedzenia. Otóż na razie nie jestem w stanie zaoferować panu trwałej ucieczki Ziemi, w każdym razie takiej, która nie pociągałaby za sobą pańskiej śmierci. Zapewne nigdy nie będę w stanie tego osiągnąć. Na razie wszystko, co mogę panu zaproponować, to wakacje, zmiana, posmakowanie życia w innym świecie i przyjrzenie się własnym pragnieniom. Zna pan moją cenę. Zwracam koszty, jeśli przeżycie nie wyda się panu zadowalające.

— To ładnie z pańskiej strony — powiedział całkiem szczerze pan Wayne. — Ale jest jeszcze jedna kwestia, o której wspomnieli przyjaciele. Dziesięć lat mojego życia.



4 из 8