W tym wieku była już w stanie uświadamiać sobie, że nie ma w niej nic takiego, z czego rodzina mogłaby być dumna. W każdym razie jeśli chodzi o wygląd. Zwłaszcza gdy się absolutnie nie chciało dostrzegać radości w jej wzroku ani promieniującego od niej ciepła… tak, bo niestety wiele więcej do pokazania nie miała. Matka już dawno zrezygnowała z ubierania swojej młodszej córki w śliczne ubranka jak dla laleczki. Okazało się to po prostu niemożliwe. Dziewczynce – o zgrozo! – zaczynały się rysować muskuły. Była kanciasta i zbudowana niczym chłopak, twarz miała szeroką i wiecznie uśmiechniętą, szyję zbyt masywną, nogi za krótkie i tak dalej, i tak dalej. Słowem – beznadziejna.

Rodzice nie zdawali sobie sprawy z tego, że Tiril żyje swoim własnym życiem. Serce jej krwawiło na widok wszystkich cierpiących, więc kiedy nikt na nią nie patrzył, odkładała dla biednych jakieś kąski domowego jedzenia, w końcu robiła to nieustannie. Oddawała potem zapasy tym, którzy ich potrzebowali, ale domownicy nie wiedzieli o jej tajemniczych wyprawach.

Stary człowiek mający tylko jedno oko w okaleczonej twarzy, który wyglądał tak strasznie, że inni nie chcieli nawet słyszeć o jego istnieniu, wyczekiwał na nią codziennie, schowany za narożnikiem domu, i Tiril nigdy go nie zawiodła. Nie trzeba było wiele pożywienia, żeby podtrzymać w nim życie, lecz ona często ubolewała, że udało jej się zdobyć zaledwie kromkę chleba i jakąś wygotowaną kość z resztkami mięsa. Starzec przyjmował to z wdzięcznością i błogosławił dziewczynkę.

Małe dzieci z bocznej uliczki, których ojciec wszystko przepijał, a dzieci i żonę bijał codziennie, również miały jej bardzo wiele do zawdzięczenia. Często była w stanie ofiarować im tylko jakąś zabawkę, co nie mogło zaspokoić ich głodu, lecz one mimo to na jej widok rozjaśniały się radośnie. Po pożarze w roku 1702 w Bergen żyło rozpaczliwie dużo bezdomnych ludzi.



6 из 191