
Żaden zwyczajny człowiek nie byłby w stanie tego dokonać, Tiril jednak, jak powiedziano, przyjaźniła się ze zwierzętami. A one okazywały jej respekt!
Oczywiście, zabrała szczeniaka ze sobą do domu. Nie przyniosła go jednak do mieszkania, na tyle miała już rozumu i doświadczenia. Wymościła niedużą skrzynkę sianem i umieściła ją w stajni. Tam też wykąpała psiaka, który spoglądał na nią przestraszonymi, lecz pełnymi wdzięczności oczkami, kiedy ostrożnie przemywała nie tylko ranę, lecz i całe ciałko. Przyszedł woźnica, patrzył przez chwilę, co robi dziewczynka, po czym stwierdził:
– Nie warto się zajmować taką gadziną! Wyrośnie z tego wstrętne psisko, wielkie i niebezpieczne. A poza tym toto ma na pewno pchły i parchy. Zabiłbym paskudztwo i byłby spokój!
– Ani mi się waż! – zawołała Tiril oburzona. – To mój przyjaciel i będzie miał na imię Nero. Bo tak powinien się nazywać czarny pies. I wcale nie ma ani pcheł, ani parchów!
Po tym wszystkim jednak nie miała odwagi zostawić szczeniaka w stajni. Wyszukała ustronne i osłonięte miejsce w ogrodzie, z tyłu za szopami na drewno, i uznała, że tam będzie malcowi najlepiej.
Malec to niezbyt precyzyjne słowo, a nawet całkiem nieodpowiednie. Nero wyglądał tak, że nie ulegało wątpliwości, iż wyrośnie na potężną bestię, świadczyły o tym zwłaszcza łapy. Wiele wskazywało też na to, że nie jest zwykłym kundlem, przynajmniej jedno z rodziców musiało należeć do dobrej rasy. Nero pochodził zapewne z nie akceptowanego przez ludzi mezaliansu. Jeszcze za wcześnie, by wróżyć, jak będzie wyglądał jako dorosły, ale z pewnością jego futro stanie się gęste, a głowa duża. Miał bardzo piękne, wilgotne oczy, którymi wpatrywał się w Tiril z uwielbieniem.
Na dłuższą metę niełatwo było utrzymać szczeniaka w ukryciu. I rósł przerażająco szybko. Któregoś dnia pani Dahl rozgniewała się nie na żarty.
– Co to za straszne paskudztwo leży przed naszymi drzwiami? Zastrzel tego psa, Carl!
