Śnieg chrzęścił pod jej stopami. Musiał to być ostatni desperacki atak zimy; za dnia słoneczne ciepło coraz bardziej topiło śnieg, zostały już tylko brudne płachty to tu, to tam.

Christa tęskniła za wiosną. Zima była taka długa.

Obora… Jak miło jest znaleźć się w ciepłym pomieszczeniu mleczarni, słyszeć za ścianą przeżuwające krowy i pokrzykujących do siebie ludzi. Słyszeć stukot drewniaków o glinianą podłogę. Jedna z dójek wyszła z obory, by przelać spienione mleko z wiadra do dużego zbiornika. Przejmującym głosem, ale bardzo z siebie zadowolona, wyśpiewywała najmodniejszą ostatnio balladę.

Opowieść o Lindelo… Romantyczna Christa bardzo lubiła tę pieśń. Wiedziała, że to utwór banalny ponad wszelkie granice, tak zwany wyciskacz łez, ale nic nie mogła na to poradzić, że gorzki los Lindelo robił na niej wielkie wrażenie.

Dójka zawodziła:

„Zaśpiewam przepiękną balladę,

Niech z oczu popłyną wam łzy.

O chłopcu, co służył u pana,

A cierpiał los gorzki i zły”.

Dziewczyna odwróciła się w stronę Christy.

– A co to panienka już przyszła? Jeszcze wcześnie. Karbowy jeszcze nie pomierzył udoju.

– Nic nie szkodzi, ja poczekam – odparła Christa i usiadła na ławce pod ścianą.

Dziewczyna śpiewała dalej i zdawało się, że ona także roni łzy nad ponurym losem Lindelo:

„Wyzwiska i praca nad siły,

To było biedaka życie,

Od świtu, dopóki się nie ściemniło,

Nic, tylko złe słowa i bicie”.

Ballada zawierała wszystko, co przynależy do tak zwanej piosenki za szylinga. Wzniosły poetycki nastrój, pospolite rymy, kulejący rytm, zawodzącą, rzewną melodię. Była naiwna, sentymentalna i nieprawdopodobnie popularna. Tak zwane piosenki za szylinga śpiewało się jeszcze teraz, pod koniec lat dwudziestych, choć okres ich największego rozkwitu w Skandynawii przypadał na koniec dziewiętnastego wieku. Pośród prostego ludu miały przetrwać jeszcze przez wiele dziesięcioleci.



11 из 194