
Był to bardzo przystojny człowiek i, jak widać, prawdopodobnie również bardzo męski – spłodzić taką gromadę! Wiele kobiet ze zgromadzenia nadzwyczaj chętnie zajęłoby się tymi jego dziećmi, gdyby tylko Abel zechciał, wyglądało jednak na to, że on nadal za bardzo rozpacza po zmarłej żonie, by zwracać uwagę na inne kobiety. Małżonka Abla zmarła w połogu, co nikogo specjalnie nie dziwiło. Siedmioro dzieci w ciągu niespełna dziesięciu lat! Czy ten człowiek nie ma wstydu?
Nie, te ostatnie słowa to nie Christa wymyśliła. Tak mówiła Ingeborg w dniu pogrzebu nieszczęsnej kobiety.
– Christo… – powiedział teraz Abel. – Twój ojciec telefonował do mnie przed chwilą i dlatego tu przyszedłem.
– O Boże! – zaniepokoiła się Christa. – Mam nadzieję, że ojciec nie dostał ataku astmy?
– Nie, nie, czuje się całkiem dobrze. Chodziło mu o coś innego. Jak wiesz, ja mam dosyć kłopotliwą sytuację w domu. Przez cały dzień jestem zajęty pracą zawodową, a dziećmi opiekuje się w tym czasie tylko moja stara ciotka. Frank przekazał mi właśnie, że ty byś się zgodziła przychodzić do chłopców na kilka godzin dziennie.
Christę kompletnie to zaskoczyło, kiedy jednak zastanowiła się trochę nad propozycją, zawołała szczerze jak to ona:
– Och, tak! Bardzo chętnie! Dziękuję!
– Frank powiedział też, że chciałabyś zacząć już jutro. Umówiliśmy się więc, że będziesz przychodzić o godzinie jedenastej i zostaniesz do szóstej po południu.
Co? Czy ona coś takiego mówiła Frankowi?
– Ale ja jutro miałam jechać… – zaczęła i wtedy nagle zrozumiała wszystko. – No, dobrze – szepnęła. – Dobrze, chętnie przyjdę.
Jak Frank mógł jej coś takiego zrobić? Teraz całkiem przestanie być panią swego czasu. Teraz droga do Lipowej Alei została zamknięta.
– Przyjdę – powtórzyła raz jeszcze bezbarwnym głosem. – Dziękuję, że masz do mnie tyle zaufania!
