– Chce pan powiedzieć, że to wszystko czysta fantazja, to o czym pan opowiada?

– O, nie, nie! Przeważnie w moich prostych utworach mówię o jakichś prawdziwych wydarzeniach, dawnych albo całkiem nowych.

Jego pieśni były proste, to prawda. On jednak mówił o tym z taką fałszywą skromnością i tak był z siebie zadowolony, że dla nikogo nie mogło ulegać wątpliwości, iż sam w to nie wierzy i ocenia swoje utwory niezwykle wysoko.

– Od jak dawna pisze pan takie pieśni?

– Nooo – zastanawiał się. – Myślę, że od jakichś trzydziestu lat co najmniej.

– A ballada o Lindelo?

– Ta jest całkiem nowa, powstała w ubiegłym roku i napisałem ją, można powiedzieć, błyskawicznie.

Autor stał przed publicznością, kłaniał się, uśmiechał i przyjmował wyrazy uznania.

– O, to oczywiste, że ta ballada powstała bardzo szybko – wtrącił przełożony z przymilnym uśmiechem. – Opowiada przecież o prawdziwych wydarzeniach.

– No, powiedzmy – rzekł Sevaldsen. – Ale ja nie jestem z niej zadowolony. Mam zamiar przerobić zakończenie.

– A pisze pan coś nowego?

Lars Sevaldsen znowu zrobił skromną minę, lecz można się było domyślać, że pracuje nad mnóstwem arcydzieł.

– Czy moglibyśmy posłuchać kilku pieśni?

Jedna z kobiet zajmujących się kuchnią wyszła do Christy, by przekazać informacje dotyczące poczęstunku na następnym spotkaniu. Zanim skończyły, Lars Sevaldsen był już przynajmniej w połowie ballady o Lindelo:

„Złośliwy pan Peder pohańbił

Cześć naszej matki kochanej,

Przysięgam wam na mą duszę,

Że kiedyś pomszczę jej pamięć”.

Och, tak, dobrze to rozumiem. Sama bym chciała uciszyć ludzkie gadanie na temat mojej mamy, pomyślała Christa. W gruncie rzeczy nie bardzo mogła pojąć, jak ten śliski niczym węgorz Lars Sevaldsen był w stanie napisać piosenkę, zawierającą tyle współczucia dla biednego Lindelo. Nie chciała, żeby ten człowiek zajmował się losem chłopca, którego uważała za kogoś bardzo sobie bliskiego.



25 из 194