
Daleko, na drugim końcu zalanej zielonkawym księżycowym światłem równiny, u skrzyżowania dróg, widziała rampę, na której stawiano bańki z mlekiem. Kiedy mijała ją dzisiaj po raz pierwszy, nawet się nie domyślała, co usłyszy w oborze. Wspomniała łagodny uśmiech obcego chłopca, opartego o rampę, i uświadomiła sobie, że wielokrotnie podczas wieczoru myślała właśnie o jego uśmiechu. Trafiał jej prosto do serca.
Chętnie zapytałaby Abla, kim jest chłopak, ale czuła, że takie pytanie byłoby… No, gdyby nawet nie zraniło Garda, to w każdym razie nie wydawało jej się akurat teraz najodpowiedniejsze. Pewnie Gard nie cieszyłby się jej zainteresowaniem dla młodych mężczyzn.
Christa znowu poczuła się przyparta do muru.
Przecież lubiła Abla Garda. Ale o tych sprawach chciała sama decydować. Nie życzyła sobie, by w przyszłości Frank mógł powiedzieć na przykład: „Jesteś mi oczywiście wdzięczna za to, że znalazłem ci takiego męża jak Abel Gard”.
Gdyby do czegoś takiego doszło, rzecz jasna.
A niech to, jakie wszystko stało się skomplikowane! Czuła się nie w porządku wobec tego sympatycznego, pociągającego i naprawdę przystojnego mężczyzny, który zachowywał się wobec niej niezwykle taktownie.
– Jak się mają chłopcy? – zapytała. Interesowało ją to naprawdę, skoro będzie się nimi opiekować. Zresztą nie miała nic przeciwko zajmowaniu się malcami. Christa dobrze się czuła z dziećmi.
– Znakomicie – uśmiechnął się Abel, wzruszony jej zainteresowaniem, a także z miłości do synów. – Jakub bardzo dobrze się uczy, a Józef świetnie jeździ na nartach. Joachim i Dawid byli trochę przeziębieni, ale już im to przeszło, Aron natomiast… No, właśnie, Aron jest wyjątkowo uzdolniony do rysunków. Adam bywa czasami kłopotliwy, ale on cię lubi, więc na pewno się jakoś porozumiecie. Efrem stał się ostatnio wielkim domatorem…
– Efrem – uśmiechnęła się. – To ten, który jest siódmym synem siódmego syna, prawda?
– Tak – potwierdził również z uśmiechem Abel. – Ale muszę powiedzieć, że nie odkryłem w nim żadnych nadprzyrodzonych talentów.
