– To najlepsi i najszlachetniejsi ludzie, jakich znam! – zawołała spontanicznie.

Frank spojrzał na nią zaskoczony, ze smutkiem, ale i z naganą.

– Moje dziecko, masz dopiero siedemnaście lat. To niebezpieczny wiek dla dziewcząt, pełen pułapek. Nie mogę pozwolić, byś podróżowała sama.

Frank mówił o tym niebezpiecznym wieku, odkąd Christa skończyła trzynaście lat, i ona przyjmowała to w dobrej wierze. Ojciec był autorytetem, który wie wszystko.

– Jest jeszcze inna sprawa, Christo. Przeglądałem jedną z twoich książek. Podpisałaś ją: Christa Monsen Lind z Ludzi Lodu. To nie może się powtórzyć. Powinnaś się wstydzić tego, że pochodzisz z Ludzi Lodu!

Christa znowu poczuła skurcz w dołku i wróciło tamto dziwnie nieprzyjemne uczucie. Książka, o której mówił ojciec, leżała na jej nocnym stoliku. Czyżby on naprawdę…?

Ale oczywiście ma do tego prawo, to przecież jego dom. Teraz zresztą wzburzyło ją co innego i bez zastanowienia rzuciła mu w twarz:

– A czy ty się wstydziłeś za mamę? Ona przecież także pochodziła z Ludzi Lodu.

– Twoja matka była dobrą kobietą, choć małej wiary. To nie jej wina, że urodziła się jako jedna z nich. Była bardzo piękna i troskliwie się mną zajmowała.

– O, ja bardzo się staram być taka jak ona, naprawdę staram się troszczyć o ciebie, ojcze. Ale, niestety, nie można na mnie polegać, jestem taka roztrzepana!

– Ależ ja na tobie polegam, drogie dziecko. Tylko na świecie jest tyle pokus, a droga do Lipowej Alei długa, pełna diabelskich niebezpieczeństw. Zechciałabyś być tak dobra i podać mi gazetę?

Christa zapytała niewinnie, bez ukrytych intencji:

– Masz dzisiaj zły dzień, ojcze, prawda? Trudno ci się poruszać? Ale bywa, że czujesz się lepiej? To znaczy chciałam powiedzieć, że to wspaniale, że możesz czasem wejść do mojego pokoju bez niczyjej pomocy, więc może jest jeszcze dla ciebie nadzieja?

Frank Monsen popatrzył na córkę. Jej spojrzenie było jednak zupełnie szczere, bez cienia ironii. To on się zarumienił.



6 из 194