
Christa poczuła się głęboko rozczarowana tym, że nie wolno jej pojechać. By nie pokazać, jak bardzo jest jej przykro, bąknęła, że czas iść po mleko, i wyszła do kuchni.
Księżyc świecił wprost nad jej głową. Zbliżała się pełnia, ale chmury nie przepuszczały zbyt wiele światła. Księżyc wydawał się dziś jakiś mistyczny, jakby chciał ukryć wszystkie okropne tajemnice tej ziemi i dlatego chował się za zasłoną obłoków.
Frank upokorzony siedział w salonie. Znalazł się w dwuznacznej sytuacji i chciał, – żeby Christa to zrozumiała, ale ona po prostu sobie poszła.
Dziewczyna przyglądała się swemu odbiciu w kuchennym lusterku. Jej czarne włosy były upięte na karku w brzydki węzeł. Nawinięte na specjalny drut włosy mocno ściskała, bo tak czesały się wszystkie kobiety należące do ich sekty i Frank chciał, by córka je naśladowała. No, możliwe, że tak jest ładnie, pomyślała niechętnie. To pewnie moja wina, że tego nie dostrzegam.
Jej skrytym marzeniem było obciąć długie włosy, jak to teraz robiły dziewczęta nie należące do ich zgromadzenia. Ale oczywiście nie mogła prosić o zgodę na coś takiego, to nie wypada!
Czy ja jestem ładna? myślała samokrytycznie. Owszem, twarz mam chyba niezłą, o ile potrafię to ocenić. Oczy duże i ciemne, rysy niebrzydkie i chyba widać w nich charakter, myślała.
No, no, tylko bez zarozumialstwa! Tata mówi, że to zakazane.
Och, taka była niepewna co do swego wyglądu!
Ogólnie nie jest chyba źle, tylko nogi trochę zbyt solidne, można powiedzieć, nic strasznego, ale jednak nie takie kształtne jak u innych dziewcząt. Szkoda, że teraz weszły w modę krótkie sukienki, poprzednie pokolenia kobiet miały pod tym względem dużo lepiej, mogły ukrywać nogi pod spódnicami.
Ale te, które mają co pokazywać, pewnie się cieszą.
Wykrzywiła się do swego odbicia i wzięła bańkę na mleko.
– Idę! – krzyknęła i pospieszyła do wyjścia, zanim ojciec zdąży zgłosić jakieś nowe życzenia. Wiedziała, że niczego mu nie potrzeba i że może bez obaw go na chwilę zostawić.
