
- Życzę zdrowia pańskiej sowie! - z opóźnieniem krzyknąłem w ślad za wychodzącym komisarzem.
Przez uchylone okno sączył się skwar. Wyobraziłem sobie, jak mianowany mag trzeciego stopnia (w rzeczywistości czwartego) wychodzi na ganek - z chłodnego półmroku przedpokoju wypada w rozpalone opary tego koszmarnego lata. Jak nasuwa na oczy czapkę, jak złorzeczy przez zęby i wlecze się w słońcu do swojej dwukółki...
Dlaczego on mnie nie lubi - wiadomo. Ale dlaczego ja nie lubię jego?
* * *
ZADANIE Nr 46: Mianowany mag trzeciego stopnia zamówił przed turkuciem podjadkiem ogród o powierzchni 2 ha. Pole o jakiej powierzchni może zamówić on przed szarańczą, jeśli wiadomo, że energopojemność zaklęcia przed szarańczą jest 1,75 raza większa?
Pół godziny po wyjściu komisarza dzwonek przy drzwiach wejściowych zabrzmiał cichym, przytłumionym „dzyń dzyń”. Nowy gość był wyraźnie wzburzony; przez chwilę zastanawiałem się, cóż mogło tak zaniepokoić mojego przyjaciela i sąsiada, i niczego nie wymyśliwszy, poszedłem otworzyć.
Gość wparował do środka, odsuwając mnie w głąb przedpokoju - Szlachetny Iw de Jater miał w zwyczaju wypełniać swoją osobą każde pomieszczenie, i to szczelnie. W pierwszej chwili - dopóki nie przywykłem - jego obecność zawsze mnie przytłaczała.
- Przekleństwo, od rana taki upał... a u ciebie chłodno jak w piwnicy, urządziłeś się, czarodzieju, wiesz.
Milczałem.
Sapnął głośno:
- O co chodzi?
- Arystokraci to dziwny naród - mruknąłem, jakby sam do siebie. - Na co ci drugi świadek? Wyobraź sobie, że ja nie mam ochoty wypływać w rowie. Nie ten charakter.
