Jeszcze trochę - i powie do mnie „synku”, a może nawet „wnuczku”!

- Nie pamiętam tak zamierzchłych czasów - przyznałem ze śmiechem. - I, szczerze mówiąc, nigdy nie interesowałem się rolnictwem. Jeszcze do niedawna byłem pewien, że brukiew rośnie na drzewach!

Komisarz patrzył na mnie z przygnębieniem; dać by ci motykę, wyraźnie mówiło jego spojrzenie. Wygnać w pole, pod palące słońce, i wtedy na ciebie popatrzeć, wyrośniętego, sytego nieroba. Choć raz popatrzeć na twój pojedynek z grządką brukwi!

W następnej sekundzie komisarz głośno westchnął i zamknął oczy. Widocznie scenka, którą sobie wyobraził, okazała się zbyt wyrazista.

Przestałem się śmiać. Przez chwilę milczałem, napawając się bezsilną złością mego gościa; splotłem palce i przeciągnąłem się, rozprostowując stawy:

- Jeśli pan, panie magu trzeciego stopnia, nie jest w stanie zorganizować małego obłoczka - proszę się zwrócić do wioskowych staruszek. Ludowe metody nie zawsze zasługują na kpiny...

Wstał. Niewątpliwie miał jeszcze w zapasie jakieś argumenty - pieniądze, zaszczyty, apelowanie do mojego sumienia - jednak pogarda okazała się silniejsza.

- Żegnam pana, panie dziedziczny magu. Życzę zdrowia i pomyślności pańskiej sowie!

Słowo „dziedziczny” wymówił z nieukrywaną pogardą. Hardzi, och, hardzi jesteśmy, nie ma na to rady, i nasza hardość idzie przodem, rozpychając wszystkich łokciami...

- Ostrożniej - rzekłem z troską w glosie. - Proszę patrzeć pod nogi.

Komisarz drgnął.

Na temat mojego domu krążyło po okolicy wiele legend: mówiło się na przykład o bezdennych studniach, w których masowo walają się ofiary ukrytych zapadni, o hakach, oparach, duszących tiulem firankach i innych niebezpieczeństwach czyhających na niepożądanego gościa.

Lubiłem swój dom.

Nigdy nie miałem pewności, czy znam go w pełni. Nie jest wykluczone, na przykład, że gdzieś wśród książkowych hałd mieszka prawdziwa sabaja, której niezależnie od wysiłków nie jestem w stanie schwytać. Gdybym jednak opowiedział plotkarzom o sabai - nie zrobiłoby to na nich wrażenia; co innego okrutny korninek, przemielający gościa kamiennymi szczękami, czy powiedzmy bezdenny nocnik, kryjący w swej porcelanowej czeluści śmiercionośne sztormy...



4 из 351