— Niewiele nam przyszło z tego zwycięstwa.

— Dzięki Profesorowi Valtiemu wcale nie tak mało. Nie sądzę, by którekolwiek z państw walczących po naszej stronie wygrało w pojedynka, bez innych.

— Jeśli nazywasz to zwycięstwem… — ponury głos Altiego umilkł i zapadła cisza.

Przechodzili właśnie obok zburzonej katedry, w ruinach której zwykły kryć się bandy bezdomnych dzieci. Te małe dzikusy napadały czasem nawet na uzbrojonych ludzi, atakując ich zardzewiałymi bagnetami i wyszczerbionymi butelkami z obtłuczonym denkiem. Jednak pięćdziesięciu żołnierzy stanowiło siłę zdecydowanie zbyt pokaźną. Fourremu zdawało się, że słyszy jak coś przemyka się miedzy kamieniami — jednak mogły to być tylko szczury. W najśmielszych nawet domysłach nie spodziewał się, że może istnieć tyle szczurów.

Drobny ponury deszcz siekł mu Marz i Fourre nieomal fizycznie czuł, jak ciąży mu nasiąknięta wodą broda. Świtało. Brzask przychodził jak posłanie z terenów, pogrążonych w chaosie i rzeziach.

„Ale my się odbudowujemy” — pomyślał, jakby broniąc się przed samym sobą.

Z tygodnia na tydzień władza Rady Strasburskiej rozciągała swe opiekuńcze skrzydła nad coraz to nowymi połaciami krajów zrujnowanej Europy. W ciągu dziesięciu łat, być może nawet już za piać (automatyzacja była tak niesamowicie wydajna, byle tylko na początek udało się zdobyć maszyny) ludzie staną się z powrotem pokój miłującymi farmerami i sklepikarzami, a ich kultura czymś żywym i godnym uwagi. Jeżeli reprezentujący różne nacje Członkowie Rady będą podejmować właściwe decyzje. A nie podejmują. Valti przekonał wreszcie o tym Fourrego. Dlatego teraz on, Fourre szedł w strugach deszczu, otulając się starą peleryną, a ludzie w barakach oceniali chłodno, ilu im ruchów potrzeba, by dopaść ustawionej w kozły broni… Musieli bowiem pokonać tego, który odmawiał zgody.

Zauważył ironicznie, że aby wprowadzić w życie prawidła nowej matematyki, którą na całym świecie było w stanie pojąć ledwie para tysięcy umysłów, należało odwołać się do feudalnej zasady osobistej wierności wobec wodza. Ale nie można przecież spodziewać się, że normandzki chłop Astier, czy Renault, apasz paryski, poświecą te kilka wolnych chwil, jakie uda im się znaleźć w ciągu roku, by studiować równania socjologii symbolicznej. Trzeba im po prostu powiedzieć „chodźcie”, a pójdą, bo darzą cię miłością.



2 из 17