Kroki odbijały się głuchym echem w pustych ulicach. Światu, temu właśnie światu obca była wszelka logika. To, że wiejskiemu aptekarzowi Etienne Fourremu udało się przeżyć, było dziełem przypadku i ten przypadek sprawił, że stał się on de facto przywódcą Francji. Mógł sobie jedynie życzyć, aby los dotknął jego, a oszczędził Jeanette — ale w końcu żyło jego dwóch synów i pewnego dnia, o ile nie wchłonęli zbyt wielkiej dawki promieniowania, doczeka się wnuków. Stanowczo, Bóg nie jest aż tak mściwy.

— Jesteśmy. To tam, przed nami — powiedział Astier.

Fourre nie zadał sobie trudu, by odpowiedzieć. Powszechny, ludzki nawyk mówienia bez przerwy był mu obcy.

Strasburg stał się siedzibą Rady tak z powodu swojego położenia, jak i dlatego, że niezbyt ucierpiał. Osiemnaście miesięcy temu rozegrała się tu zwykła, konwencjonalna bitwa, podczas której użyto jedynie broni chemicznej. Uniwersytet wyszedł z niej prawie nietknięty, on też przekształcony został w kwatera główną Jacquesa Reinacha: Jego ludzie snuli się tu na posterunkach (swoją drogą ciekawe, co pomyślałby Goethe, gdyby wrócił do krainy swych lat studenckich). Teraz byli tu właśnie tacy ludzie — ludzie trzymający wypucowane karabiny w pokrytych zastarzałym brudem rękach. Oni byli cywilizacją. To właśnie im podobni mieli przywrócić prawo i falujące na wietrze łany zbóż. Kiedyś… być może…

Pierwszego posterunku strzegło gniazdo karabinów maszynowych. Oficer dyżurny rozpoznał Fourrego i zasalutował mu niedbale. (Tak, już sam fakt, że Reinach zdołał narzucić tej bandzie chociaż tyle dyscypliny, mówił wiele o zaletach jego charakteru).



3 из 17